czwartek, 31 grudnia 2009

Sajgonki wegetariańskie

Sajgonki nauczyłam się robić, gdy pracowałam kiedyś w chińskiej restauracji. Te tradycyjne, z dodatkiem mielonego mięsa i kapusty jednak nie smakowały mi za bardzo. Również moja mama uskarżała się, że są zbyt ciężkostrawne. Tym razem postanowiłam więc zrobić sajgonki wegetariańskie, z samych tylko warzyw i makaronu. I muszę przyznać, że jak dla mnie i mojej rodziny są po prostu bomba ;) kolorowe i bardzo smaczne :)

Dopisane: Te sajgonki przygotowałam na dwa sposoby: tradycyjnie smażąc je w głębokim tłuszczu i piekąc w piekarniku. Przygotowane tym drugim sposobem są trochę twardsze, ale nie nasiąknięte tłuszczem i dzięki temu mniej kaloryczne.

Zdjęcie przedstawia sajgonki upieczone w piekarniku :)

Photobucket

SAJGONKI WEGETARIAŃSKIE
10-12 arkuszy papieru ryżowego,
60g makaronu sojowego (nitki),
paczka mrożonych warzyw 'mieszanka chińska',
łyżeczka startego imbiru,
pół lub więcej papryczki chili,
ząbek czosnku,
sól, pieprz,
1 łyżka mąki,
olej do smażenia

Na patelni rozgrzać 1-2 łyżki oleju, wrzucić posiekane chili (bez pestek) i czosnek i chwilkę smażyć. Dodać mieszankę chińską, przykryć i dusić kilka minut, co jakiś czas mieszając. Następnie odkryć patelnię, dodać imbir i smażyć jeszcze chwilę, aż woda odparuje. W farszu powinno być jak najmniej wody, gdyż powoduje ona rozrywanie się sajgonek w trakcie smażenia. Warzywa odstawić, by nieco wystygły.
Makaron przygotować według przepisu na opakowaniu – czyli po prostu zalać wrzątkiem i odstawić na kilka minut. Następnie przelać zimną wodą, dobrze osączyć i pokroić na kilkucentymetrowe kawałki. Dodać do warzyw, wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Arkusze papieru ryżowego maczać pojedynczo w talerzu z letnią wodą przez kilkadziesiąt sekund, aż zrobią się miękkie, a następnie ostrożnie układać je na drewnianej deseczce. Kłaść na nie po trochę farszu, robiąc z niego jakby wałeczek, następnie składać boki do wewnątrz i rolować. Brzeg sklejać smarując go ciastem z mąki rozrobionej w odrobinie wody. Zrolowane sajgonki układać na talerzu i odstawić na jakieś 15 minut, by nieco przeschły.

Metoda 1: Sajgonki smażyć partiami na głębokim oleju, aż będą lekko rumiane i chrupiące.

Metoda 2: Sajgonki kłaść na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarować je olejem za pomocą pędzelka. Piec w 200-220 stopniach, aż będą rumiane (20-30 minut).

Podawać ze słodkim sosem chili (jak na zdjęciu), sosem słodko kwaśnym lub innym.
W wersji obiadowej można podawać je z ryżem i surówką.

Sajgonki można robić też z podwójnych arkuszy papieru ryżowego łączonych ze sobą. Daje to większą pewność, że nie rozwalą się w trakcie smażenia ;-)


wtorek, 29 grudnia 2009

Farfalle tricolore

Właściwie, ten przepis miałam zamieścić jeszcze przed świętami, ale jakoś się nie wyrobiłam ;) Chętnie zjadłabym sobie teraz taki makaron, bo jest jak znalazł po świątecznym obżarstwie ;) Kilka prostych składników, które według mnie świetnie się ze sobą komponują – i oto mamy kolorowy obiad praktycznie w pół godziny :) albo romantyczną kolację, w sumie czemu by nie?

Jedna uwaga - makaron dokładnie taki, jak widać na zdjęciu (trzy kolory na 1 kokardce), może być trudny do zdobycia w Polsce (ten został przywieziony z Włoch). Można go jednak zastąpić każdym innym makaronem tricolore (3 kolory makaronów w 1 opakowaniu), z którego zakupem nie powinno być problemu :)

Photobucket

FARFALLE TRICOLORE
(przepis na 4 porcje)
ok. 350 g kolorowego makaronu (u mnie farfalle – kokardki),
450g brokułów świeżych lub mrożonych (1 paczka),
pół słoika suszonych pomidorów marynowanych w oliwie,
garść migdałów,
3 ząbki czosnku,
1 łyżka oliwy,
sól

Migdały sparzyć, obrać, pokroić w słupki i zrumienić na suchej patelni.
Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie, wg instrukcji podanej na opakowaniu.
Brokuły także ugotować, oczywiście w innym garnku ;) , w wodzie z łyżeczką soli i odrobiną cukru, na półtwardo, czyli ok. 4 min.
Na patelni rozgrzać oliwę, dodać posiekany czosnek i dość drobno pokrojone pomidory, chwilę smażyć, dodać ugotowane i pokrojone na 2-3 części różyczki brokułów, wymieszać, dodać odcedzony makaron (w żadnym wypadku nie przelewać zimną wodą), podlać kilkoma łyżkami oliwy ze słoika z pomidorami (jest bardzo aromatyczna), wymieszać i posolić, zagrzać.
Rozłożyć na talerzach i posypać migdałami.


Photobucket

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Keks bananowy

To moja ostatnia świąteczna notka z przepisem :) Oczywiście teraz już się nikomu nie przyda, ale w końcu za rok też jest Boże Narodzenie, a do tego czasu, kto wie, może mój blog zrobi się poczytniejszy i na coś komuś się przydadzą moje wypociny ;)))

To ciasto również było moim debiutem, i to podwójnym – nigdy dotąd nie robiłam ani keksa, ani ciasta bananowego. A tu – dwa w jednym.
Przepis znalazłam na blogu Arabeski. Ciasto jest rewelacyjne – robi się je banalnie łatwo. Smakuje świetnie (jest z gatunku tych raczej cięższych i wilgotnych, więc dla mnie super). Cała rodzina zachwycona, wszyscy wypytywali o przepis ;) A zapach unoszący się w całym domu podczas pieczenia – absolutnie nieziemski!

Jedno mnie tylko zastanawia – u mnie ciasto jest ciemne, co można logicznie wyjaśnić naturalnym procesem ciemnienia bananów podczas pieczenia. Ale u Arabeski wyszło dużo jaśniejsze... Nie wiem dlaczego.

Photobucket

KEKS BANANOWY
7 dużych, dojrzałych bananów,
2,5 szklanki mąki,
2 jajka,
2 niepełne szklanki cukru pudru,
2/3 kostki masła,
2 łyżeczki sody,
500g bakalii,
kilka kropel aromatu wanilinowego

Bakalie (u mnie orzechy, migdały, rodzynki, morele, daktyle i żurawina) drobno pokroić i wymieszać z 0,5 szklanki mąki.
W misce rozgnieść banany za pomocą widelca lub tłuczka do ziemniaków (nie wolno miksować ich mikserem), Następnie dodać resztę składników i mieszać łyżką do ich połączenia. Na koniec wsypać bakalie i delikatnie wymieszać.

Ciasto wylać na wyłożoną papierem lub wysmarowaną masłem i wysypaną tartą bułką, podłużną blaszkę (12 x 40 cm). Piec w 180 stopniach. Czas pieczenia jest dość trudny do określenia – wbity patyczek nie powinien obklejać się ciastem, ale cały czas będzie lepki z powodu bananów. Arabeska piekła swoje ciasto zrobione z połowy składników w dwa razy mniejszej blaszce przez około godzinę, ja swoje piekłam 1,5 godziny i nakryłam je papierem do pieczenia, by za bardzo nie zbrązowiało.

Upieczone ciasto najlepiej zostawić w spokoju do następnego dnia – będzie smaczniejsze i łatwiejsze do pokrojenia :)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

sobota, 26 grudnia 2009

Makowiec na biszkopcie

W przeddzień wigilii zostałam sama w domu, z puszką masy makowej w ręce i poleceniem upieczenia makowca. Problem tkwił w tym, że po pierwsze, nigdy nie piekłam makowca, a po drugie, wszystkie przepisy na to ciasto opierały się na sparzaniu suchego maku, żmudnym mieleniu go i dodawania określonej ilości ingrediencji. A ja mak miałam zapuszkowany - już zmielony, z miodem, z cukrem, z rodzynkami. Tak więc wszystko robiłam jakby na czuja.
Na szczęście "czuja" miałam dobrego – ciasto wyszło bardzo dobre :)

Photobucket

MAKOWIEC NA BISZKOPCIE
masa makowa:
1 puszka gotowej masy makowej,
5 jajek,
250g masła lub margaryny,
2/3 szklanki cukru pudru,
ok. 150g posiekanych orzechów i/lub migdałów,
2-3 łyżki kaszy manny,
aromat migdałowy,
szczypta soli
ciasto biszkoptowe:
5 jajek,
3/4 szklanki mąki,
3/4 szklanki cukru,
2 łyżeczki cukru wanilinowego,
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
5 łyżek oleju,
szczypta soli

Masa makowa: 5 żółtek utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę, następnie zmiksować z masłem lub margaryną, masą makową z puszki, orzechami/migdałami, aromatem i kaszą manną. Z białek i szczypty soli ubić pianę i delikatnie wmieszać ją łyżką w masę makową. Wylać na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę (u mnie 25 x 30 cm, ale polecam ciut większą) i piec przez 40 minut w temp. 180 stopni.

Ciasto biszkoptowe: Z białek i szczypty soli ubić pianę, a gdy będzie sztywna, dodawać stopniowo po 1 żółtku i 2 łyżkach cukru, na koniec dodać cukier wanilinowy, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i olej i ubijać jeszcze przez chwilę. Ciasto wylać na zapieczoną masę makową. Piec przez 20 minut w 180 stopniach.

Upieczone ciasto wystudzić, następnie ostrożnie odwrócić do góry nogami i zdjąć blaszkę i papier (ciasto biszkoptowe powinno być na dole). Ciasto polać polewą czekoladową i dowolnie udekorować (u mnie polewa kakaowa + biała)

Polewa kakaowa: 1/3 kostki margaryny roztopić i zagotować w rondelku razem z 2/3 szklanki cukru, zdjąć z ognia, dodać 2-3 łyżki gorzkiego kakao, ponownie zagotować i gotować na malutkim ogniu przez kilka minut, cały czas mieszając. Dodać kilka kropel aromatu rumowego, ostudzić i polać całą powierzchnię ciasta.

Polewa biała: 1/4 kostki margaryny zagotować w rondelku razem z 1/2 szklanki cukru, ostudzić do temp. pokojowej, a następnie dodać tyle mleka w proszku (pełnego), aby masa była dość gęsta. Udekorować ciasto w dowolne wzorki ;)


Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

piątek, 25 grudnia 2009

Kutia

Migocząca, czerwono-złota choinka. Ogień trzaskający w kominku. Tata czytający Pismo Święte. Ciocia, która zawsze wzrusza się do łez, co mnie okropnie krępuje, bo dziwnie się czuję, gdy widzę, że ktoś płacze. Babcia, która każe mi jej życzyć, żeby dożyła do mojego wesela, co było oczywiście aluzją, żebym się pospieszyła ;) I potrawy, te jedyne, wyjątkowe, które je się tylko jeden raz do roku. Niektóre uwielbiam, inne z trudem przechodzą mi przez gardło ;) A wśród tych pierwszych najbardziej smakuje mi kutia...

Photobucket

KUTIA
200 g pszenicy,
1 puszka gotowej masy makowej,
ok. 3 łyżek miodu,
100 g migdałów,
100 g orzechów włoskich,
100 g rodzynek,
po kilka sztuk suszonych daktyli, moreli lub innych bakalii,
100 ml rumu,
cynamon,
aromat migdałowy

W przeddzień Wigilii pszenicę kilkakrotnie przepłukać wodą, zalać i zostawić na noc. Następnego dnia ugotować do miękkości. Trwa to ok. 2 godzin w zależności od rodzaju pszenicy i długości namaczania. Najlepiej gotować ją w garnku z podwójnym dnem lub tzw. płaszczem wodnym; jeśli takiego nie mamy, pszenicę trzeba często mieszać i pilnować, żeby się nie przypaliła.

Rodzynki zalać rumem i odstawić. Migdały sparzyć, obrać ze skórki i posiekać, orzechy i inne bakalie również posiekać. Masę makową przełożyć do miski, dodać bakalie, orzechy, rodzynki wraz z rumem, miód i dokładnie wymieszać. Doprawić do smaku cynamonem i aromatem migdałowym. Tuż przed podaniem masę makową wymieszać razem z pszenicą.



Większość przepisów nie zaleca dodawania pszenicy wcześniej, twierdząc, że ziarno twardnieje. Osobiście nieraz jadłam kutię również na drugi, trzeci dzień i była zupełnie dobra i miękka, więc nie wiem, czy z tym twardnieniem to prawda. Ale może nie warto ryzykować ;)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

środa, 23 grudnia 2009

Muffiny razy dwa

Zaszalałam w tym roku. Na święta przygotowałam aż 4 nowe wypieki, których nigdy wcześniej nie robiłam. Trochę ryzykowałam – w końcu nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza znając moje "szczęście". Trochę się nastresowałam – cały czas miałam wrażenie, że robię coś nie tak.

Makowca i keksa jeszcze nie rozkroiłam, nie wiem co czai się w środku i nie jestem pewna, czy się udało ;) ale muffinki na pewno. I to w dwóch świątecznych wersjach. Pierwsze – piernikowe, według przepisu vanilla4. Drugie, bananowe, z przepisu Ani, tyle że nadziewane... masą makową :) Warto je zrobić przy okazji pieczenia innych ciast z makiem.

Oba rodzaje muffinek są inne, oba pyszne. Chociaż piernikowe ładniej wyglądają, bo w bananowych przesadziłam z ilością ciasta pakowanego do foremek i wyszły mi muffino-grzybki.

Z każdego przepisu wychodzi po 15 niezbyt dużych muffinek.

Photobucket

MUFFINY PIERNIKOWE
2,5 szklanki mąki,
pół kostki masła,
2 jajka,
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
3 łyżki cukru (dałam brązowy),
1 szklanka mleka,
2-3 łyżki miodu,
1 łyżka przyprawy do pierników,
1 łyżeczka cynamonu,
1-2 łyżeczki kakao (opcjonalnie),
garść rodzynek,
50 g posiekanych migdałów,
szczypta soli

W rondlu roztopić masło, dodać do niego miód i mieszać, aż się rozpuści. Dodać jajka roztrzepane z mlekiem.
W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, przyprawami, solą i cukrem. Dla lepszego koloru można dodać trochę kakao (ja dodałam). Wsypujemy rodzynki i posiekane migdały.
Składniki mokre z rondelka przelewamy do suchych w misce i wymieszać łyżką do ich połączenia się.
Foremki do muffin natłuścić albo wyłożyć papierowymi papilotkami i napełnić je ciastem. Piec w temp. 180 stopni przez 20-25 minut, aż wbity w muffinkę patyczek będzie suchy.

Ostudzone muffiny można polać polewą czekoladową.


Photobucket

MUFFINY BANANOWE Z MAKIEM
275g mąki,
170g cukru,
1 jajko,
150g maślanki,
1 duży, dojrzały banan,
75g oleju,
1 łyżeczka cukru wanilinowego,
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
1/4 łyżeczki sody,
szczypta soli,
100g gotowej masy makowej z puszki

W jednej misce połączyć ze sobą jajko, maślankę i olej. W drugiej wymieszać mąkę, cukier, cukier wanilinowy, sól, sodę i proszek do pieczenia. Połączyć składniki suche i mokre, dodając rozgniecionego widelcem banana. Wymieszać wszystko łyżką.
Foremki do muffin natłuścić albo wyłożyć papierowymi papilotkami i napełnić je ciastem do ok. 1/3 wysokości. Następnie do każdej włożyć po łyżeczce masy makowej i zakryć warstwą ciasta.
Piec ok. 40 minut w 180 stopniach.
Ostudzone muffiny można polać lukrem lub inną białą polewą.


Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

A wszystkim, którzy tu zaglądnęli, przypadkowo bądź celowo, życzę radosnych i pełnych magii Świąt Bożego Narodzenia :)

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Likier a la Bailey's

Swoje pierwsze przygody z procentami mam już dawno za sobą (na szczęście wspominam je raczej z rozrzewnieniem niż z ze wstydem, chociaż...), tym razem jednak pierwszy raz postanowiłam zabrać się za samodzielne wytwarzanie trunku :-) oczywiście jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim będę potrafiła sama wyprodukować wino albo nalewkę, choć kto wie, może mojemu Tacie uda się kiedyś zarazić mnie pasją i podzielić wiedzą o ich wytwarzaniu.

Prawdopodobnie długo jeszcze żyłabym niczym dziecko we mgle, nieświadoma, że samemu można zrobić takie pyszności, i to jeszcze małym nakładem pracy oraz kosztów (pod warunkiem, że ma się na przykład Tatę, który nie lubi whisky, a dostaje je w prezencie...), gdybym nie natrafiła na wpis na blogu nienawidze-gotowac. Przy okazji polecam, warto zajrzeć i poczytać, bo lektura jest wciągająca, a blog zupełnie inny niż większość blogów kulinarnych ;)

Photobucket

LIKIER A LA BAILEY'S
1 puszka skondensowanego mleka słodzonego,
1 szklanka whisky,
2 kopiate łyżeczki kawy rozpuszczalnej,
1 szklanka słodkiej śmietanki 12%,
1 łyżeczka cukru wanilinowego

Puszkę mleka gotować przez 3 godziny, uważając, by cały czas znajdowała się pod wodą. Ostudzić (najlepiej ugotować ją wieczorem i zostawić na noc do ostudzenia).

Zawartość puszki przełożyć do garnka, dodać kawę, śmietankę i cukier, zmiksować na gładko. Nadal miksując, stopniowo dolewać whisky. Miksować jeszcze przez chwilę, by wszystkie składniki dobrze się połączyły. Przelać do butelek i odstawić na kilka dni do "przegryzienia".


Podobno najlepszy jest po miesiącu, ale... kto tyle wytrzyma? ;-)

Inne wersje przepisu, pochodzące z różnych źródeł (oczywiście smak będzie wówczas nieco inny):
- zamiast gotować mleko skondensowane, można kupić gotową masę krówkową,
- zamiast śmietanki można użyć mleka,
- zamiast whisky można dodać wódkę albo brandy

...miłej degustacji życzę ;-)))

***
Chciałam zgłosić ten przepis do kawowej akcji, ale joanna mnie ubiegła. Coś nie mam szczęścia ostatnio ;)

niedziela, 20 grudnia 2009

Kruche ciasteczka z dżemem

Mam piękną kolekcję foremek do ciasteczek, które kiedyś zrobił mój Dziadek. Gwiazdki, serduszka, dzwonki, tulipany, kwiatuszki, a nawet ptaszki i rybki. Gdy byłam mała, uwielbiałam wykrawać nimi ciasteczka na Boże Narodzenie. Uwielbiałam także te ciasteczka dekorować lukrem i kolorowymi posypkami. Trwało to cały wieczór, a kuchnia wyglądała jak lepiące się pobojowisko ;) Potem tata nawlekał je na nitki, a ja zawieszałam je na choince.

Kiedyś będę robiła takie same ze swoimi dziećmi.

Są też inne ciasteczka, bez których trudno mi wyobrazić sobie Święta. Kruche, z dziurką, przełożone domowej roboty dżemem, oprószone cukrem pudrem niczym śniegiem... Proste, zwyczajne, ale nieodłącznie kojarzące mi się ze Świętami i dzieciństwem :)

Photobucket

KRUCHE CIASTECZKA Z DŻEMEM
600g mąki,
400g masła (ewentualnie pół na pół masło z margaryną),
200g cukru pudru,
2 łyżeczki cukru wanilinowego,
4 żółtka,
szczypta soli,
ok. 3 słoików dowolnego dżemu,
+ cukier puder do posypania ciastek

Masło posiekać na stolnicy razem z mąką, cukrem pudrem, cukrem wanilinowym i solą. Do tak powstałej kruszonki dodać żółtka i zagnieść kruche ciasto (gdyby okazało się to trudne bo np. masło było zbyt twarde, można dodać 1 białko, które nam zostało). Uformować kulę, owinąć folią spożywczą i włożyć do lodówki na minimum godzinę.

Schłodzone ciasto podzielić na 3 części, każdą rozwałkowywać na stolnicy na grubość ok. 0,5 cm i wykrawać szklanką krążki. W połowie krążków wyciąć na środku dziurkę za pomocą metalowej zakrętki albo kieliszka od wódki ;) Ciasteczka kłaść na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec partiami w gorącym piekarniku (200-220 stopni) przez ok. 15 min, aż będą rumiane.
Ostudzone ciasteczka smarować dżemem (ja użyłam mieszanki dżemu z porzeczek, z agrestu oraz konfitury z róży) i nakrywać ciastkami z dziurką.
Gotowe ciasteczka posypać cukrem pudrem.

(z tych proporcji wychodzi ok. 45 podwójnych ciasteczek)

Przepis zgłaszam do akcji "Świąteczne Prezenty" organizowanej przez cudawianki:

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

sobota, 19 grudnia 2009

Cranberry Noel

I zaczęła się świąteczna gorączka ;) Pewnie jestem w mniejszości, ale uwielbiam tę przedświąteczną krzątaninę – wyciąganie choinkowych lampek i bombek, sprawdzanie ich stanu, kupowanie ozdób, szwędanie się po bożonarodzeniowym targowisku po Rynku Głównym, planowanie co upieczemy i w końcu – pieczenie. Choć moja mama zawsze gdera, że "ostatni raz piecze na święta", to wiem już, że to nieprawda. Po prostu nie wyobrażamy sobie świąt z kupionymi ciastami. Dziś w hipermarkecie poczęstowana zostałam kawałkiem sernika. Był puszysty i wilgotny, ale... zupełnie bez smaku! A poza tym... dla mnie każdy domowy wypiek ma w sobie jakby duszę, jest wyjątkowy, bo wiem, że w jego przygotowanie naprawdę zostało włożone serce.

Kilka tygodni temu zastanawiałam się, jakie ciasteczka upiekę na tegoroczne Boże Narodzenie. Zaglądałam na Wasze blogi, podpatrywałam i... od razu zakochałam się w kruchych ciasteczkach z żurawiną na blogu Bei. Zerknęłam także na oryginalny przepis Marthy Stewart, przetłumaczony przez dziunię na cincinie. I już wiedziałam, czym wypełnię moje puszki :)
Ciasteczka są pyszne, kruche, mają maślano-waniliowy aromat. I do tego tak cudnie wyglądają :)
Tak samo jak Bea, postanowiłam użyć pistacji.

Photobucket

CRANBERRY NOEL
250g mąki,
175g miękkiego masła,
75g cukru pudru,
1 łyżeczka cukru wanilinowego,
1 łyżka mleka,
szczypta soli (jeśli używamy niesolonych orzechów),
40g posiekanej suszonej żurawiny,
30g posiekanych pistacji lub innych orzechów (np. pecan albo włoskich)
+ ewentualnie 1 białko do posmarowania boków ciastek,
+ ewentualnie 50g posiekanych pistacji, płatków migdałowych lub wiórków kokosowych do obtoczenia boków.

Masło utrzeć na puch razem z cukrem pudrem, cukrem wanilinowym, solą i mlekiem. Dodać mąkę, wymieszać, wsypać pistacje i żurawinę i zagnieść ciasto. Podzielić je na dwie części, z każdej z nich uformować wałek o średnicy ok. 4-5 cm. Można posmarować ciasto białkiem i obtoczyć wałeczki w drobno posiekanych pistacjach, płatkach, wiórkach itp. (ja tego nie robiłam). Zawinąć w folię spożywczą i umieścić w zamrażalniku na ok. 20-30 minut. Następnie pokroić na 5-7mm. plasterki. Układać na blasze wyłożonej papierem i piec ok.12 minut w temp. 200 stopni, aż brzegi zaczną się lekko rumienić. Wystudzić na kratce i przechowywać w hermetycznym pudełku.

Z proporcji wychodzi ok. 30-35 ciasteczek. Ja zrobiłam z podwójnej porcji ;)

No a poza tym... te ciasteczka luźno kojarzą mi się z francuską kolędą "Petit Papa Noël", którą musiałam uczyć się na pamięć w liceum ;)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

czwartek, 17 grudnia 2009

Krem espresso

Swego czasu moja mama nałogowo kupowała książki i czasopisma kulinarne. Teraz już mniej, choć wciąż się zdarza. Nie jakieś tam drogie, ekskluzywne, raczej takie niewydumane i tańsze. Na przykład udało jej się zgromadzić niemal całą kolekcję książeczek z "Biblioteczki Poradnika Domowego". O ile jednak lubiła je przeglądać i studiować, o tyle przepisów jako takich niemal nigdy nie wcielała w życie. Mając do dyspozycji ilość receptur, które zapewniłyby naszej rodzinie jedzenie codziennie czegoś innego przez jakieś cztery lata, tak naprawdę jedliśmy w kółko 20 tych samych przepisów. Mama nigdy nie ufała "cudzym" przepisom. Lubiła je oglądać, ale bała się wcielać w życie.

Przyznam, że mnie też zdarza się ulec urokowi kulinarnych gazetek, wesoło spoglądających zza witryn sklepowych. Przeglądanie ich później w domu napawa mnie jakimś takim spokojem, błogością. Lubię ten szelest papieru, piękne zdjęcia, przejrzyste teksty. Tyle tylko, że w odróżnieniu od mojej mamy, mam potem ochotę biec do kuchni i gotować. Sprawdzać, testować i wcielać w życie. Odkrywać nowe smaki. Tym bardziej, kiedy myślę, ilu rzeczy w życiu jeszcze nie kosztowałam.

Ostatnio nabyłam zimowe wydanie gazetki "To jest pyszne!". Bardzo odpowiadają mi przepisy, które się tam znajdują i myślę, że niejeden zostanie zmaterializowany w mojej kuchni ;) Póki co – przepis na krem espresso poszedł na pierwszy ogień.

Delikatna konsystencja przełamana bitą śmietaną, za którą przepadam. Słodka, niezbyt mocna, acz wyczuwalna nuta dobrej kawy. Pyszności.

Przepis wystarcza na 3 porcje, albo na 4, jeśli ktoś ma malutkie pucharki.

Photobucket

KREM ESPRESSO
1 torebka budyniu o smaku toffi (bez cukru),
2 łyżeczki kawy espresso,
pół litra mleka,
6 łyżek cukru,
100 ml śmietanki kremówki (dałam 200ml, bo lubię ;)
1 torebka cukru wanilinowego (dałam 2 łyżeczki),
9 szt. całych orzechów laskowych (po 3 szt. na porcję),
4 łyżki posiekanych orzechów laskowych

W połowie szklanki zimnego mleka rozrobić proszek budyniowy, kawę i 4 łyżki cukru. Resztę mleka zagotować, następnie wlać rozrobiony budyń i gotować przez chwilę, cały czas mieszając, aż zgęstnieje. Ostudzić, aż będzie zupełnie zimny (warto nakryć garnek folią spożywczą, by nie zrobił się kożuch), a potem zmiksować na gładko, dodając połowę posiekanych orzechów.

Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno z cukrem wanilinowym. Większość dodać do budyniu i wymieszać – ale niezbyt dokładnie, bo chodzi o to, by po nałożeniu do pucharków utworzyły się wzorki ;)
Krem nałożyć do pucharków, a na wierzch dać warstwę odłożonej śmietanki. Włożyć do lodówki.

Na patelnię wysypać pozostałe 2 łyżki cukru, a gdy zacznie się topić, dodać całe orzechy laskowe. Obtoczyć je w karmelu i wyłożyć na kawałek pergaminu, każdy oddzielnie. Trzeba to zrobić szybko, zanim orzechy zlepią się w twardą bryłę ;) Ostudzić.

Deser udekorować pozostałymi posiekanymi orzechami oraz orzechami w karmelu (po 3 sztuki na porcję).


wtorek, 15 grudnia 2009

Zupa z czerwonej soczewicy

Zauważyłam, że z wiekiem robię się coraz bardziej roztrzepana. Zawsze miałam problem z organizacją swoich zajęć, z zapamiętywaniem dat czy godzin, ale dziś już przeszłam samą siebie.
No bo kto to widział – przychodzę na wykład jak gdyby nigdy nic, po czym doznaję szoku, gdyż dowiaduję się, że egzamin jest za godzinę, tuż po skróconym wykładzie, podczas gdy byłam święcie przekonana, że jest on JUTRO oraz że 15. grudnia to środa.
Mam coś nie tak z głową chyba.

Na szczęście wczorajszej zupy nie przesoliłam ;)

Pod wpływem przepisów miciuni ze Smakera, postanowiłam zaopatrzyć się w paczkę czerwonej soczewicy. Jadłam ją już kiedyś i wiedziałam, że cokolwiek z niej nie zrobię, będzie mi smakować, ale pierwszy raz w życiu sama coś z niej przyrządzałam. Coś, czyli pyszną, aromatyczną zupę. Trochę mnie niepokoiła piana, która wydzielała się w czasie gotowania soczewicy i którą na bieżąco usuwałam, nie wiem, czy to tak powinno być. Ale zupa wyszła naprawdę super (lepiej niż wygląda na zdjęciu, nienawidzę przymusowego sztucznego światła o 15:00!). Zachwytom rodzinki nie było końca :)

Photobucket

ZUPA Z CZERWONEJ SOCZEWICY
(przepis podaję ze swoimi drobnymi modyfikacjami)
1 niepełna szklanka czerwonej soczewicy,
1 dość duża marchewka,
kawałek pietruszki,
kawałek selera (ja dałam trochę naciowego, bo akurat miałam),
puszka pomidorów,
1 nieduża cebula,
2 ząbki czosnku,
1 niepełna łyżka curry w proszku,
1 łyżka papryki w proszku (dałam pół na pół słodką i ostrą),
1 łyżeczka pieprzu ziołowego,
1 łyżeczka kminku (nie dałam, bo nie lubię),
1,5 litra bulionu (warzywnego lub drobiowego),
sól i pieprz do smaku,
2 łyżki oliwy lub oleju

Soczewicę przepłukać kilkakrotnie wodą, następnie dodać do garnka z bulionem i postawić na gazie. Dodać pokrojone w kosteczkę marchew, pietruszkę i seler.
Na patelni rozgrzać tłuszcz, wsypać curry, paprykę i kminek i chwilę smażyć, uważając, żeby nie przypalić. Dodać pokrojoną drobno cebulę, potem przeciśnięty przez praskę czosnek, chwilę smażyć i dodać do zupy.
Na koniec oddać drobno pokrojone pomidory wraz ze swoim sosem.
Dodać pieprz ziołowy i gotować, aż wszystkie warzywa będą miękkie. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Podawać z grzankami czosnkowymi z bagietki albo z ciabattą.

niedziela, 13 grudnia 2009

Kawa kokosowa w 2 wersjach

Weekend upłynął mi pod znakiem kawy i wariacji na jej temat...

Photobucket

KAWA KOKOSOWA NA GORĄCO
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej,
1/4 obj. filiżanki wrzątku,
1/4 obj. filiżanki mleka kokosowego (najlepiej light),
1/4 obj. filiżanki mleka,
1 łyżeczka cukru,
bita śmietana,
wiórki kokosowe

Kawę zalać gorącą wodą, dosłodzić, wymieszać. Mleko zagrzać razem z mlekiem kokosowym i dolać do filiżanki z kawą. Ozdobić bitą śmietaną i uprażonymi na suchej patelni wiórkami kokosowymi.



Photobucket


KAWA KOKOSOWA MROŻONA
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej,
1/4 obj. szklanki mleka kokosowego (najlepiej light),
1/3 obj. szklanki mleka,
50 ml malibu lub likieru kokosowego,
kilka kostek lodu,
1-2 łyżeczki cukru,
bita śmietana,
wiórki kokosowe

Lód rozkruszyć i zmiksować razem z kawą, cukrem, likierem, mlekiem kokosowym i zwykłym mlekiem. Przelać do wysokiej szklanki, ozdobić bitą śmietaną i uprażonymi na suchej patelni wiórkami kokosowymi.


Obydwa przepisy pakuję, oczywiście, w kawową akcję:

sobota, 12 grudnia 2009

Risotto tricolore

Nie cierpię tego okresu, kiedy na drzewach już nie ma liści, a jeszcze nie ma śniegu. Odechciewa się patrzeć przez okno.
I w ogóle wszystkiego się odechciewa.
Pani Pogodynka zapowiadała dziś w TV białe święta. Bardzo mnie to ucieszyło. Uwielbiam śnieg :) Mam nadzieję, że w tym roku nie będę musiała zadowalać się ćwierćśrodkami w postaci białych gwiazdek namalowanych na szybie belgijskim sztucznym śniegiem.

A na przekór szarzyźnie za oknem...

Photobucket

RISOTTO TRICOLORE
(przepis na 4 porcje)
250g (pół paczki) ryżu do risotto (polecam Uncle Ben's),
40g masła,
600 ml bulionu,
25g startego parmezanu,
pół szklanki białego wytrawnego wina,
1 cebula,
2 ząbki czosnku,
1 czerwona papryka,
1 niecała puszka kukurydzy,
pół paczki mrożonej ciętej zielonej fasolki szparagowej,
1 łyżka oliwy
natka pietruszki (opcjonalnie),
sól, pieprz

W dużym głębokim rondlu stopić masło, wsypać ryż i podsmażać przez chwilę, aż zrobi się szklisty. Wlać gorący bulion i gotować na małym ogniu pod przykryciem, regularnie mieszając, około 15 minut, aż ryż wchłonie cały płyn*.

W tym czasie na patelni rozgrzać łyżkę oliwy, podsmażyć cebulkę, dodać drobno posiekany czosnek, fasolkę oraz pokrojoną w kostkę paprykę i dusić pod przykryciem około 5-10 minut, następnie zdjąć pokrywkę i zwiększyć ogień, by nadmiar wody mógł odparować. Dodać kukurydzę i jeszcze chwilę podgrzewać. Warzyw nie wolno rozgotować, powinny być lekko al dente.
Gdy ryż będzie gotowy, zdjąć go z ognia, dodać warzywa, doprawić solą i pieprzem, wsypać parmezan, wlać wino i dokładnie wymieszać.
Odstawić na 15 minut, żeby smaki się "przegryzły". Ponownie zagrzać i... gotowe :)

Gotowe danie można posypać natką, jeśli ktoś lubi.

*Niektórzy mogą uznać to za profanację, gdyż inna wersja przygotowywania risotto polega na stopniowym wlewaniu porcji bulionu, a następną porcję bulionu wlewa się dopiero wtedy, gdy ryż wchłonie poprzednią. Robiłam risotto i tak, i tak. Muszę jednak stwierdzić że... nie odczułam żadnej różnicy w smaku.

środa, 9 grudnia 2009

Kawa bananowa

Było pochmurnie, mokro, a przede wszystkim ZIMNO. Wstałam o świcie na egzamin, niewyspana z powodu uczenia się do późna. Wróciłam o 13, przygnębiona i ziewająca niczym Ryszard Kalisz podczas obrad sejmu.

Właściwie, to mogłam po prostu iść spać.

Ale przypomniałam sobie o magicznym napoju, na którego przepis natknęłam się już kilka(naście?) razy na różnych internetowych stronach. Pod jednym z nich ktoś dopisał komentarz: "Kiedy ją pijesz, świat wydaje się lepszy".

Sprawdziłam i... powiem, że sama bym lepiej tego nie ujęła :)

Photobucket

KAWA BANANOWA
1 mały banan,
1 szklanka zimnego mleka,
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej,
2 łyżeczki cukru (ja dałam miód),
bita śmietana,
odrobina startej czekolady lub kakao

Banana obrać i pokroić na kawałki. Zmiksować w blenderze z mlekiem, kawą i miodem przez ok. 20 sekund. Przelać do wysokiej szklanki, udekorować bitą śmietaną i posypać czekoladą lub kakao.

W upalne dni można dodać też kostki lodu albo lody waniliowe :) Jednak jak widać, wcale nie musi być to napój na lato.

Przepis podłączam do akcji Czas na kawę, który zorganizowała majazteca:


wtorek, 8 grudnia 2009

Zupa-krem z selera

Czy wspominałam już, jaką miłością darzę wszystkie zupy-kremy? ;)
Ta smakowała mi tak, że potem... przyśniła mi się w nocy. ;)

Photobucket

ZUPA-KREM Z SELERA
400g selera korzeniowego,
1 łodyga selera naciowego,
2 nieduże ziemniaki,
1 cebula,
2 ząbki czosnku,
1 litr bulionu (warzywnego lub drobiowego),
1 kostka (100g) śmietankowego serka topionego,
szczypta ziół prowansalskich,
sól, pieprz,
oliwa

Seler i ziemniaki obrać i umyć. Seler korzeniowy zetrzeć na tarce o dużych oczkach, seler naciowy pokroić w plasterki, ziemniaki w ćwierćplasterki. Dodać do bulionu i gotować przez ok. 15 minut, aż warzywa będą miękkie.
W tym czasie na patelni rozgrzać tłuszcz, podsmażyć pokrojoną cebulkę, dodać drobno posiekany czosnek i jeszcze przez chwilkę smażyć. Dodać do zupy.
Wrzucić serek.
Zmiksować na gładko.
Doprawić solą, pieprzem i ziołami.
Podawać z grzankami.

Smacznego :)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Czekoladowe ciasto z colą

Wiedziałam, że MUSZĘ zrobić to ciasto od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam na blogu u Agaty. Od tamtej chwili minęło wprawdzie trochę czasu, ale nie dawało mi ono o sobie zapomnieć ;) I w końcu nadszedł ten dzień. I wiecie co? Wiedziałam, że będzie pyszne, ale zaskoczył mnie fakt, że będzie tak podobne do brownie. Wilgotne, ciężkie, baaardzo słodkie, jednym słowem – niebo w gębie ;) Dodam jeszcze, że robi się je bardzo łatwo i szybko, zatem efekt znacznie przewyższa nakład pracy ;)

Photobucket

CZEKOLADOWE CIASTO Z COLĄ
250g mąki,
250g miękkiego masła lub margaryny,
2 jajka,
300g brązowego cukru,
200ml coli,
75ml mleka,
3 czubate łyżki kakao,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
szczypta sody,
kilka kropel aromatu waniliowego (ja dałam rumowy, bo bardzo lubię połączenie czekolada + rum tudzież cola + rum ;))
polewa:
2 tabliczki czekolady z nadzieniem karmelowym,
3-4 łyżki śmietanki kremówki

W jednej misce połączyć ze sobą suche składniki: mąkę, cukier, kakao, proszek i sodę. W drugiej zmiksować tłuszcz z jajkami i mlekiem, następnie dodać suche składniki i miksować, stopniowo dolewając colę.
Ciasto przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie 25 x 30 cm, może być też standardowej szerokości tortownica) i piec w 180 stopniach przez ok. 40 min, aż ciasto nie będzie przyklejało się do wbitego weń patyczka.

Przygotować polewę: Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej ze śmietanką. Ciepłą polewą polać przestudzone ciasto.

To, czy polewa zastyga, zależy chyba od rodzaju czekolady. Agata pisze, że jej polewa nie zastygła. Moja zastygła, choć pozostała miękka i plastyczna (użyłam nadziewanej czekolady Alpen Gold).

PS. Oryginał przepisu pochodzi z książki "Desserts" J. Martina.

sobota, 5 grudnia 2009

Naleśniki z farszem serowo-jajecznym

Na koniec Jajecznego Festiwalu - kolejna rzecz, którą robiłam pierwszy raz. I na pewno nie ostatni ;)

Photobucket

NALEŚNIKI Z FARSZEM JAJECZNO-SEROWYM
ciasto:
1,5 szklanki mąki,
1 szklanka mleka,
ok. 1 niepełna szklanka gazowanej wody,
1 jajko,
2 łyżki oliwy lub oleju,
odrobina (pół łyżeczki) proszku do pieczenia,
szczypta soli
farsz:
8 jajek ugotowanych na twardo,
150 g żółtego sera,
1 łyżka masła,
1 łyżka mąki,
pół szklanki mleka,
pół szklanki śmietany,
1 łyżka majonezu,
1 łyżka chrzanu,
szczypiorek lub natka pietruszki,
sól, pieprz
+ olej do smażenia

Do miski lub garnka wlać mleko, wbić jajko i zmiksować razem z mąką, solą i proszkiem na gładko. Następnie stopniowo dodawać tyle wody gazowanej, aby ciasto miało odpowiednią konsystencję. Na koniec dodać oliwę lub olej i odstawić na pół godziny, żeby mąka napęczniała (zapobiega to rozwarstwianiu się naleśników).

Usmażyć naleśniki :)

Przygotować farsz: Jajka zetrzeć na tarce lub drobno pokroić (ja je rozdrobniłam tłuczkiem do ziemniaków ;) ). W rondelku roztopić masło, dodać mąkę, chwilę smażyć, mieszając, rozprowadzić mlekiem i cały czas gotować na małym ogniu. Gdy masa zrobi się gęsta, wlać śmietanę i całość dodać do jajek. Dodać majonez, chrzan, posiekaną zieleninę, doprawić solą i pieprzem, na koniec wsypać starty żółty ser i wszystko razem wymieszać.

Farszem smarować naleśniki i zwijać jak krokiety. Smażyć na oleju z obu stron na złoty kolor.
Podawać z sosem pieczarkowym lub grzybowym.


P.S. Farszu starcza na 8 dużych naleśników. Albo na więcej, jeśli naleśniki są mniejsze, albo będziemy skąpiej smarować.

(koncepcja wzięta z książeczki "Specjały kuchni polskiej" z Biblioteczki Poradnika Domowego. Jak zwykle, zmodyfikowana przeze mnie ;)


czwartek, 3 grudnia 2009

Knedle z nadzieniem serowym

Przy okazji zeszłotygodniowych wyróżnień wspominałam o knedlach z nadzieniem serowym, na które przepis znalazłam u Edysi i które zagościły u mnie na stole :) Były absolutnie i bezkonkurencyjnie pyszne! Do tej pory jadłam tylko knedle z morelami i śliwkami, ale te pobiły je na głowę :) Ciasto wprawdzie trochę zmodyfikowałam, robiąc je tak, jak robi się u nas w domu, a farsz zagęściłam odrobinę, bojąc się, że mnie jako nie do końca wprawnej kucharce może jakoś wylecieć ;P poza tym wyszło go trochę za dużo, więc wydaje mi się, że z 400g twarogu nadzienia wychodzi akurat... Ale samo połączenie smaków jest po prostu świetne. I do tego te owoce, dzięki którym danie nie jest "zapychające"... :) Tutaj możecie zobaczyć oryginalny przepis, poniżej podaję wersję z moimi modyfikacjami.

Photobucket

KNEDLE Z NADZIENIEM SEROWYM
(na 4 porcje)
ciasto:
750g ugotowanych ziemniaków,
ok. 1 szklanki mąki pszennej,
ok. 1 szklanki mąki ziemniaczanej,
1 jajko,
szczypta soli
farsz:
400g półtłustego twarogu,
1 żółtko,
3 łyżki cukru,
łyżeczka cynamonu,
łyżeczka cukru wanilinowego,
1 łyżka kaszy manny
ponadto:
200 ml śmietany 18% lub 22%,
łyżka cukru,
łyżeczka cukru wanilinowego,
dowolne owoce

Twaróg zmielić lub przetrzeć przez sitko, utrzeć z żółtkiem, cukrem, cukrem wanilinowym i cynamonem na gładką masę. Dodać kaszę mannę i wymieszać - tak, aby farsz miał dość zwartą konsystencję.

Ziemniaki dokładnie przecisnąć przez praskę, ostudzić. Wyłożyć na stolnicę posypaną mąką i uformować kopczyk na kształt odwróconej miski. Nożem wyciąć ćwiartkę kopczyka i wlepić ją w pozostałe trzy części ziemniaków. Powstały ubytek uzupełnić mąką i mąką ziemniaczaną w proporcji 1:1. Ten dziwaczny zabieg pozwala nam lepiej określić ilość mąki potrzebnej do uformowania dobrego ciasta. Dodać szczyptę soli, lekko przemieszać, wbić jajko i dość sprawnie zagnieść miękkie, elastyczne ciasto (w razie potrzeby można dodać jeszcze trochę mąki). Z ciasta uformować wałek o średnicy ok.8 cm. Z wałka odcinać plastry, lekko spłaszczać je na dłoni, na środek kłaść farsz, boki zlepiać jak pierogi, a potem formować kule.

Knedle wrzucać do lekko osolonego wrzątku i gotować przez 5 minut od czasu ich wypłynięcia na powierzchnię.

Gotowe knedle polać sosem zrobionym ze śmietany, cukru i cukru wanilinowego.
Podawać z owocami (u mnie kiwi i pomarańcze).



Photobucket


środa, 2 grudnia 2009

Jajka w koszyczkach

Ze zdumieniem spostrzegłam, że w ostatnim czasie "wyprodukowałam" w swojej kuchni znacznie więcej, niż zamieściłam tutaj przepisów, skrzętnie chomikując fotki i przepisy, których ilość urosła do ogromnej liczby.
Ponieważ nie lubię, jak mi coś tak zalega i zalega, obawiam się, że w grudniu mój blog zostanie zasypany przepisami ;) nie zdziwcie się zatem ;)

A dziś drugi przepis z okazji Festiwalu Jajka :) Znalazłam go parę lat temu w książeczce "Smakołyki z mleka, sera i jaj" z Biblioteczki Poradnika Domowego. Przepis wypróbowałam wielokrotnie, różnie modyfikując – to z dodatkiem pieczarek, to z boczkiem, to z szynką. I zawsze z serem. Poniżej podaję przepis z dodatkiem pieczarek i sera, bo taki najbardziej mi smakuje. Myślę jeszcze nad wypróbowaniem wersji ze szpinakiem... Mogłoby być dobre, nie uważacie? :)

Photobucket

JAJKA W KOSZYCZKACH
4 pszenne bułki (mogą być czerstwe),
4 jajka,
garść startego żółtego sera,
kilka pieczarek,
pół cebuli,
łyżka oleju lub oliwy,
sól,
słodka papryka w proszku,
przyprawa czosnkowo-ziołowa "Grzanki Złociste" Kamisu

Na patelni rozgrzać olej/oliwę i podsmażyć na nim pokrojoną cebulkę i pieczarki.
Ściąć wierzchy bułek, a miąższ usunąć, tworząc "koszyczki". Dno każdego "koszyczka" posypać przyprawą do grzanek i umieścić w nich po trochę pieczarek z cebulką. Na to wyłożyć po trochę sera i lekko ugnieść łyżką. Do każdego "koszyczka" wbić po jednym jajku, uważając, by nie rozwalić żółtka. Posypać solą i papryką. Bułeczki ułożyć na blasze, obok położyć posmarowane masłem wierzchy bułek. Zapiekać w średnio nagrzanym piekarniku (150-160 stopni), aż jaja się zetną.

Świetne na drugie śniadanie lub ciepłą przekąskę :)

wtorek, 1 grudnia 2009

Chrupiący omlet

Omlet jaki jest, każdy widzi.

Przepis na taką wersję, bardzo gospodarną, bo wykorzystującą czerstwe pieczywo i resztki wędliny znalazłam daaawno temu w maminym "Poradniku Domowym" ;) Wypróbowałam, ale cała idea "chrupania" okazała się niewypałem. W oryginalnej wersji szynkę podsmażało się z bułką pokrojoną w kosteczkę, a potem zalewało jajkami. Na chłopski rozum można było skumać, że grzanki nasiąkną jajkiem, zanim ten zdąży się ściąć w omlet.
Przepis trzeba było więc zmienić...

Photobucket

CHRUPIĄCY OMLET
3 jajka,
niecała pszenna bułka (może być czerstwa),
2 plastry boczku lub szynki,
2 plastry żółtego sera,
2 łyżki masła,
przyprawa ziołowo-czosnkowa "Grzanki Złociste" Kamisu,
sól, pieprz

Na patelni rozgrzać łyżkę masła i zrumienić na nim pokrojoną w kostkę i posypaną przyprawą bułkę. Gdy grzaneczki będą chrupkie, odłożyć je gdzieś na bok, a na patelni rozgrzać drugą łyżkę masła. Jaja roztrzepać i wymieszać razem z pokrojoną na paseczki wędliną i serem, doprawić solą i pieprzem. Wylać na patelnię, nakryć pokrywką i usmażyć omlet, nie odwracając go. Gdy górna powierzchnia będzie już prawie ścięta, posypujemy ją grzankami. Gdy omlet będzie gotowy, przekładamy go na talerz, składając na pół.

Świetnie smakuje z sałatką z pomidorów i cebulki.

A to wszystko z okazji Festiwalu Jajka, który zorganizowała Cytryna:


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...