piątek, 30 grudnia 2011

The best of the best 2011 :)

Photobucket

I znowu minął rok i przyszedł czas na smakowite podsumowanie :) Po raz kolejny zdecydowałam się zrobić zestawienie najlepszych wg mnie potraw, które pojawiły się na moim blogu w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Takich, które mnie zachwyciły.
Wybór był trudny, ponieważ nie zamieszczam przepisów na potrawy, które mi nie smakowały – ale te, które wybrałam, to takie moje subiektywne „the best of the best”. Dla małego ułatwienia podzieliłam je na 2 kategorie: słodkie i wytrawne.

TOP 5 SŁODKICH WYPIEKÓW I DESERÓW
1. Sernik szwarcwaldzki
2. Ciasto klementynkowe
3. Czekoladowy fondat
4. Czekoladowe pierogi z malinami
5. Christmas cake


TOP 5 DAŃ WYTRAWNYCH
1. Gnocchi ze szparagami, szałwią i sezamem
2. Risotto z kurczakiem i karmelizowaną gruszką
3. Zupa z pieczonej papryki z serkiem mascarpone
4. Lasagne z mięsem i dynią
5. Szaszłyki z wołowiny z orzechowym sosem

Na podstawie top 5 wytrawnych czarno na białym widać, że moje serce należy do kuchni włoskiej :D

A tegoroczną Miss Publiczności zostaje ciasto z brzoskwniami, budyniem i kokosem, który był najczęściej wyszukiwanym przepisem w tym roku. Aż mi wstyd, że zdjęcie tego ciasta jest takie brzydkie. Chyba upiekę go kiedyś jeszcze raz i cyknę jakąś lepszą fotkę, bo skoro ogląda ten przepis tyle ludzi, to wypadałoby się jakoś lepiej zaprezentować ;)

Tymczasem żegnam się z Wami na kilka dni :) Do zobaczenia w Nowym Roku!

A wszystkim tu zaglądającym życzę spełnienia marzeń, realizacji planów, szczęśliwych chwil i wielu radości w nadchodzącym Nowym Roku :)
Udanego Sylwestra!

czwartek, 29 grudnia 2011

Tureckie półksiężyce

Tureckie półksiężyce pamiętam jeszcze z podstawówki. Wprawdzie nie piekliśmy go na zajęciach w szkole, ale pamiętam, że raz na zastępstwo przyszła do nas nauczycielka, która napisała nam ten przepis na tablicy i kazała przepisywać do zeszytów. Hm, dość dziwny pomysł na prowadzenie zajęć – podawanie przepisów kulinarnych 9 czy 10-latkom ;)
Kiedyś też ktoś mnie nimi poczęstował, choć nie pamiętam gdzie i kiedy to było.
Aż w końcu zrobiłam je sama. Po wielu latach od usłyszenia przepisu. Oczywiście po zeszycie, w którym notowałam koślawymi literkami recepturę nie ma ani śladu, ale udało mi się znaleźć przepis w starej książeczce mojej mamy „Przepisy Czytelników: Zima” z serii „Biblioteczka Poradnika Domowego”.
Ciasto piecze się w dużej blaszce, a po polukrowaniu, wykrawa szklanką zachodzące na siebie półksiężyce. Ciastka są miękkie i bardzo słodkie, o lekko orzechowym posmaku. Bardzo smaczne :)

Photobucket

TURECKIE PÓŁKSIĘŻYCE
80g mąki,
150g masła,
150g cukru,
100g zmielonych orzechów włoskich,
50g kakao,
5 jajek,
1 płaska łyżeczka sody,
½ łyżeczki proszku do pieczenia,
szczypta soli,
kilka kropli aromatu rumowego
lukier:
200g cukru pudru,
kilka łyżek gorącej wody

Oddzielić żółtka od białek. Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Cały czas ucierając, dodawać po jednym żółtku, za każdym razem dobrze miksując masę. Mąkę wymieszać z kakao, proszkiem do pieczenia i sodą. Dodać do masy i krótko zmiksować.
Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodać do ciasta i delikatnie wymieszać łyżką. Na koniec dodać orzechy i aromat rumowy i ponownie połączyć łyżką wszystkie składniki.
Prostokątną blachę (u mnie 25 x 40 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto i równo rozsmarować po całej powierzchni. Piec w 180 stopniach przez 15-20 minut, aż wbity w ciasto patyczek będzie suchy. Upieczone ciasto wyjąć z piekarnika i zostawić do przestudzenia.
Przygotować lukier, miksując cukier puder z gorącą wodą (wodę dodawać stopniowo, aż lukier będzie miał odpowiednią konsystencję).
Wystudzone ciasto wyjąć z blachy, rozsmarować na nim lukier i odstawić. Gdy lukier zacznie tężeć, za pomocą szklanki wykrawać z ciasta półksiężyce.

Sernikomakowiec czyli seromak :)

Sernikomakowiec – czyli dwa pyszne ciasta w jednym. Jeden z moich ulubionych świątecznych wypieków. Nazywany jest także seromakowcem albo po prostu seromakiem. Czasami posiada kruchy spód, czasami warstwy maku i sera są od siebie oddzielone. Wersji tego ciasta jest wiele. Poniżej przedstawiam swoją, powstałą na podstawie kilku różnych przepisów :)

Photobucket

SERNIKOMAKOWIEC (SEROMAK)
masa serowa:
800g mielonego twarogu,
100g masła,
6 jajek,
1 szklanka cukru,
2 łyżki mąki ziemniaczanej,
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
skórka starta z 1 cytryny,
2-3 łyżki drobno pokrojonej kandyzowanej skórki z pomarańczy

masa makowa:
1 puszka masy makowej,
2/3 szklanki cukru,
5 jajek,
70g masła,
3 łyżki kaszy manny,
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
kilka kropli aromatu migdałowego,
100g rodzynek

polewa:
1/3 kostki masła,
4 łyżki cukru,
2 łyżki kakao,
1 łyżka wody,
kilka kropli aromatu rumowego,
50g wiórków kokosowych


Ciasto serowe: Oddzielić żółtka od białek. Żółtka zmiksować z cukrem na jasną, puszystą masę. Nadal ucierając, dodawać po łyżce twaróg, a na końcu stopione masło. Ucierać tak długo, aż powstanie puszysta masa.
Ubić sztywną pianę z białek i delikatnie wymieszać z masą serową, mąką ziemniaczaną, proszkiem do pieczenia, startą skórką z cytryny i pokrojoną skórką pomarańczy.

Masa makowa: Oddzielić żółtka od białek. Żółtka zmiksować z cukrem na jasną puszystą masę. Dodać masę makową z puszki, stopione masło, kaszę mannę, proszek do pieczenia i aromat. Krótko zmiksować, aby składniki się połączyły. Z białek ubić sztywną pianę i delikatnie wymieszać łyżką z masą makową. Na końcu dodać rodzynki i jeszcze raz wymieszać łyżką.

Prostokątną formę do pieczenia (u mnie 30 x 40 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Nakładać na przemian po kilka łyżek masy makowej i serowej, tworząc dość nieregularne warstwy.
Piec w 190 stopniach ok. 50 minut (wbity patyczek nie powinien być obklejony surowym ciastem). Studzić stopniowo, najlepiej przy uchylonych drzwiczkach piekarnika.

Polewa: Masło, wodę, cukier i kakao umieścić w rondelku. Podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż składniki połączą się w jednolitą masę. Nie gotować! Na końcu dodać aromat rumowy.
Jeszcze ciepłą polewą polać przestudzone ciasto i posypać wiórkami kokosowymi.

środa, 28 grudnia 2011

Pieczone pierogi z kapustą i grzybami

Jak już wspominałam, w tym roku zrezygnowaliśmy z podawania barszczu w towarzystwie uszek, a zamiast nich podaliśmy pieczone pierogi z kapustą i grzybami. Dwa lata temu pierwszy raz podaliśmy pierogi z kapustą jako danie wigilijne, takie zwykłe - gotowane. Niestety, choć były pyszne, nikt nie miał na nie miejsca, bo pierogi są dość sycące ;) Tym sposobem upiekliśmy przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu, bo był i barszcz, i pierogi w formie pasztecików – i to wszystko jako jedno danie.
Nadzienie zrobiliśmy z gotowanej kapusty, bo po pierwsze, nie każdy z nas lubi kiszoną (ja jej wręcz nie znoszę), a po drugie, z kiszonej kapusty i tak już robimy surówkę do smażonego karpia.
Podstawowe ciasto krucho-drożdżowe łatwo się wyrabia, jest miękkie, a wałkowanie go nie jest zbyt męczące.
Dodatkową zaletą pieczonych pierogów jest to, że nie trzeba ich gotować na ostatnią chwilę – można je spokojnie upiec nieco wcześniej. No i jak ładnie wyglądają :)

Photobucket

PIECZONE PIEROGI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI
ciasto:
500g mąki,
150g masła,
12g świeżych drożdży,
2 jajka (jedno do ciasta, drugie do posmarowania pierożków),
150g kwaśnej śmietany (12% lub 18%),
szczypta soli,
świeżo mielony pieprz

farsz:
1 kg kapusty (surowej),
1 szklanka mrożonych świeżych podgrzybków,
duża cebula,
4 łyżki oleju,
sól, pieprz

Farsz: Kapustę podzielić na ćwiartki, ułożyć w garnku głąbem do dołu, zalać wodą i ugotować do miękkości.
W tym czasie cebulę posiekać i podsmażyć na połowie oleju.
Grzyby pokroić na paseczki. Na patelni rozgrząc resztę oleju, dodać grzyby, podlać odrobiną wody i dusić na małym ogniu ok. 15-20 minut, aż woda odparuje.
Ugotowaną kapustę dokładnie odcisnąć, usuwając głąb. Zmielić ją w maszynce do mięsa razem z grzybkami i cebulą. Doprawić do smaku solą i pieprzem (obficie) i dokładnie wymieszać.
Farsz przełożyć do szerokiego garnka lub dużej patelni, smażyć przez dłuższą chwilę na niedużym ogniu, cały czas mieszając, aż farsz zgęstnieje. Zdjąć z ognia i odstawić do przestudzenia.

Ciasto: Mąkę przesiać na stolnicę, dodać zimne masło i posiekać razem na kruszonkę. Dodać sól, pokruszone drożdże, 1 jajko i śmietanę. Szybko zagnieść jednolite, sprężyste i miękkie ciasto (w razie potrzeby można dodać więcej śmietany). Uformować kulę, przykryć i odstawić na 15 minut, żeby „odpoczęło”.
Po tym czasie cienko rozwałkować. Szklanką wykrawać kółka, kłaść po łyżeczce farszu na środek i sklejać pierogi. Gotowe pierogi układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Drugie jajko roztrzepać w miseczce i za pomocą pędzelka posmarować nim pierogi. Każdy pierożek oprószyć świeżo mielonym pieprzem (niezbyt obficie).
Pierożki piec partiami w 200 stopniach, aż będą rumiane (ok. 15-20 minut).

Podawać razem z czerwonym barszczem.

Photobucket

wtorek, 27 grudnia 2011

Makówki ;)

Kolejna nowość, jaka pojawiła się na naszym wigilijnym stole to makówki. Zdecydowałyśmy się z mamą zrobić ją niemal w ostatniej chwili, w zamian za kutię.
Makówki nie są zbyt popularne w małopolsce i w mojej rodzinie nikt o nich nie słyszał – poza tatą, który często jeździ na delegacje na Śląsk. Bo makówki to potrawa pochodząca właśnie z rejonów Śląska i Zagłębia.
My z mamą usłyszałyśmy o tej potrawie z telewizji (tu nastąpiło małe zamieszanie, gdyż w TV nazywali tę potrawę "makiełki") i odtworzyłyśmy ją, trochę improwizując po naszemu. Zamiast chałki można użyć zwykłej bułki pszennej lub sucharków, ale uznałyśmy, że chałka będzie najsmaczniejsza. Mak można oczywiście mielić i parzyć samemu, dosładzając itd., my poszłyśmy trochę na łatwiznę. Co wcale nie oznacza, że makówki były gorsze ;) Były przepyszne i szczerze mówiąc, smakowały nam nawet trochę bardziej niż kutia ;) Za rok będzie powtórka!

Photobucket

MAKÓWKI
1 słodka chałka drożdżowa,
1 puszka masy makowej,
30g masła,
2 łyżki miodu,
100g migdałów,
100g rodzynek,
50g orzechów włoskich,
po 2-3 sztuki suszonych daktyli i moreli,
1 łyżka posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej,
2 szklanki mleka,
2 łyżki cukru,
1 opakowanie cukru wanilinowego,
kilka kropli aromatu migdałowego,
ok.50 ml rumu,
1 płaska łyżeczka mielonego cynamonu,
+ dodatkowo 50g płatków migdałowych i paseczki skórki pomarańczowej do dekoracji

Migdały sparzyć, obrać i posiekać. Orzechy, daktyle i morele drobno pokroić.
W rondlu stopić masło, dodać wszystkie bakalie, doprawić cynamonem i smażyć przez kilka minut, cały czas mieszając. Dodać miód, wymieszać, następnie wrzucić masę makową, polać 0,5 szklanki mleka i dokładnie połączyć wszystkie składniki. Zdjąć z ognia, dodać rum i aromat migdałowy.
Pozostałe mleko podgrzać i rozpuścić w nim cukier i cukier wanilinowy. Przelać mleko na głęboki talerz.
Chałkę pokroić na niezbyt grube plastry. Kromki chałki maczać w mleku i układać na zmianę w misce warstwę chałki, warstwę maku, warstwę chałki i tak dalej (na wierzchu powinien być mak). Wierzch udekorować płatkami migdałów uprażonych na suchej patelni i paseczkami skórki cytrynowej.

Gotowe makówki włożyć do lodówki na minimum kilka godzin, ale można też przygotować je dzień wcześniej – będą bardziej „przegryzione”. Przed podaniem wg mnie lepiej jest jednak wyjąć je z lodówki, by nieco się ogrzały (mnie w temperaturze bliższej pokojowej smakują bardziej niż takie zimne z lodówki).

Photobucket



poniedziałek, 26 grudnia 2011

Lebkuchen

Ponieważ bardzo niewiele pierniczków alpejskich doczekało Świąt, w ubiegłą środę postanowiłam upiec jeszcze lebkuchen, czyli tradycyjne niemieckie pierniczki, które wypatrzyłam na blogu dorotus76. Oj, gdybym wiedziała, ile przez nie wycierpię…
Ale po kolei.
Po potrzebne do nich składniki, czyli mielone na mąkę migdały i kandyzowaną skórkę cytrynową udałam się specjalnie do Lidla, mimo że do tego sklepu niespecjalnie mi po drodze, znajduje się on głęboko na podmiejskim osiedlu i dojazd autobusem jeżdżącym w te rejony raz na godzinę jest dość męczący. No ale kupiłam, co miałam kupić, wraz z dużym słojem miodu, wyszłam na przystanek i czekam na autobus.
Czekam i czekam, a mróz doskwiera, zwłaszcza, że robił się już wieczór. Sięgam ręką do torebki po odtwarzacz mp3, co by sobie czekanie umilić muzyką, a tu... ręka cała w miodzie.
A miód rozlany w torebce. Wyciągam słoik – cały, ale zakrętka była krzywo zakręcona, czego nie zauważyłam wcześniej, i przez tę nieszczelność miód się pięknie sączył na zewnątrz.
Próbując ratować sytuację, owinęłam słoik w fartuch laboratoryjny (co tam, upierze się), niewiele to jednak dało, bo po chwili od miodu lepkie było wszystko: nie tylko moje ręce, ale i kurtka, spodnie, buty, reklamówka z fartuchem, torebka od wewnątrz i zewnątrz, nawet moje włosy. Im bardziej próbowałam ogarnąć sytuację, tym bardziej się lepiłam.
Tymczasem przyjechał autobus, wsiadłam, próbuję uspokoić nerwy i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że... wsiadłam do złego autobusu.
Autobus pojechał w las, pojechał jeszcze dalej, w końcu zatrzymał się na końcowym przystanku. Znajdowałam się na końcu świata, zupełnie nie wiem gdzie, po jednej stronie mając las, a w oddali jakieś domostwa. Było ciemno, zimno, cała się kleiłam, a ufajdane miodem ręce siniały mi od mrozu.
Nic, tylko siąść i płakać, i czekać, aż z tego lasu wyskoczą niedźwiedzie zwabione miodem i pożrą mnie żywcem.
Zamiast tego, autobus po chwili zawrócił i mogłam dojechać z powrotem pod sklep.
Minęło duuuużo czasu, zanim znalazłam się w domu, w stanie godnym pożałowania.

Wiem, to było głupie z mojej strony, wkładać słoik miodu luzem do torebki. No ale mądra Polka po szkodzie.

W każdym razie – upiekłam te pierniczki, i to z podwójnej porcji. Na szczęście już bez żadnych komplikacji. Przepis jest naprawdę bardzo łatwy.
Świeżo upieczone pierniczki są miękkie, później nieco twardnieją, a po posmarowaniu lukrem i włożeniu do pudełka stają się znów miękkie. Upiekłam je w środę, a w sobotę, na Wigilię, były idealne: pyszne i bardzo aromatyczne. Ich smak zrekompensował mi tamten niefortunny wieczór, umilając kolejne :)

Photobucket

LEBKUCHEN
250g mąki pszennej,
85g zmielonych migdałów (na mąkę),
3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika,
1 łyżeczka zmielonego cynamonu,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
½ łyżeczki sody oczyszczonej,
200ml płynnego miodu,
85g masła,
½ szklanki drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej i cytrynowej*
lukier:
2 szklanki cukru pudru,
kilka łyżek gorącej wody

W misce wymieszać suche składniki: mąkę, migdały, proszek do pieczenia, sodę, przyprawę do piernika i cynamon.
Do rondla wlać miód, dodać masło i podgrzać, mieszając, aż masło się roztopi. Zdjąć z ognia i lekko przestudzić, tak aby masa była ciepła, ale nie gorąca. Następnie wlać ją do miski z suchymi składnikami, dodać kandyzowane skórki cytrusów i dokładnie wymieszać, tak aby nie było grudek (można mikserem). Nie dosypywać mąki – ciasto powinno być lepiące.
Przykryć ściereczką i odstawić do ostudzenia na kilka godzin w chłodne miejsce (ciasto zgęstnieje).
Po tym czasie z ciasta ulepić kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w kilkucentymetrowych odstępach. Każdą kulkę spłaszczyć trochę łyżką (ciasto bardzo się klei, więc najlepiej maczać ręce w wodzie i wtedy formować kulki; również łyżka, którą spłaszczamy, powinna być wilgotna).
Piec w temperaturze 180 stopni przez 15 minut (nie dłużej, bo będą zbyt kruche). Pierniczki wyciągnięte prosto z piekarnika będą bardzo miękkie, dlatego trzeba poczekać 2 minuty i dopiero wtedy przenieść je na kratkę do wystudzenia.

Na drugi dzień pierniczki posmarować lukrem: cukier wsypać do miski i cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką), dodawać po łyżce gorącej wody. Lukier powinien być lejący. Można maczać w nim pierniczki albo smarować je za pomocą pędzelka.

Kolejnego dnia lebkuchen można przełożyć do blaszanego pudełka i tam przechowywać.

Z powyższej ilości składników wychodzi ok. 30-35 sztuk pierniczków.


* zamiast kandyzowanej skórki cytrynowej można dodać skórkę otartą z 2 cytryn (ja na podwójną porcję ciasta dałam 50g kandyzowanej skórki cytrynowej i skórkę otartą z 1 cytryny.

niedziela, 25 grudnia 2011

Wigilijna zupa grzybowa

No i można odetchnąć z ulgą ;) Wigilia udała się znakomicie. Mimo stresu, zdążyłyśmy ze wszystkim. Wszystko się udało, wszystko było smaczne, nic nie płatało nam nieprzewidzianych niespodzianek.
Rodzice chwalili wyjątkowo smacznego karpia, praktycznie bez ości. To dlatego, że tata kupił pierwszorzędnie oczyszczone, gotowe do smażenia filety. Już od dawna nie mordujemy karpia w domu.
W naszym menu wigilijnym przewinęły się potrawy jedzone co roku, ale pojawiło się też kilka nowości. Zrezygnowaliśmy z uszek do czerwonego barszczu, podając zamiast nich pieczone pierożki z kapustą i grzybami. Po raz pierwszy podaliśmy też zupę grzybową z łazankami, a zamiast kutii – makiełki.
Tradycyjnie zawitała natomiast kasza z suszonymi (a raczej wędzonymi) owocami, której ja i siostra nie znosimy (za to rodzice i babcia uwielbiają), oraz kompot z suszu, który również nie wzbudza we mnie entuzjazmu ;)
A dziś leżymy do góry brzuchami i leniuchujemy, dojadając resztki z Wigilii ;)

Poniżej zamieszczam przepis na wspomnianą zupę grzybową. Zupa jest bardzo smaczna, ale lekka i postna. Nie sposób się nią najeść, ale o to właśnie chodzi – ma ona tylko rozgrzać żołądek i pobudzić apetyt, przecież jest jeszcze tyle innych dań do zjedzenia ;)

Photobucket

WIGILIJNA ZUPA GRZYBOWA
80g suszonych podgrzybków,
20g suszonych borowików,
1 marchew,
1 pietruszka,
1 cebula,
kawałek selera,
natka pietruszki,
10 ziaren pieprzu,
sól i mielony pieprz do smaku,
sok z cytryny

Grzyby umyć w zimnej wodzie, włożyć do rondla, zalać wodą w takiej ilości, aby swobodnie pływały. Zostawić na całą noc.
Następnego dnia grzyby przełożyć do większego garnka wraz z wodą, w której się moczyły. Dolać tyle świeżej wody, aby w sumie płynu były ok. 2 litry. Zagotować, przykryć i gotować ok. 20 minut na małym ogniu.
W tym czasie warzywa obrać i umyć. Cebulę pokroić na ćwiartki, a marchew, pietruszkę i seler zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Wszystkie warzywa i ziarna pieprzu dodać do zupy. Gotować kolejne 20 minut pod przykryciem. Następnie przecedzić zupę, doprawić do smaku sokiem z cytryny, solą i ewentualnie mielonym pieprzem. Na koniec dodać posiekaną natkę pietruszki.
Podawać z łazankami.
Grzyby można wyjąć z odcedzonych warzyw, pokroić na paseczki i dodać do zupy.

Zupa jest jeszcze smaczniejsza, gdy przygotuje się ją poprzedniego dnia (w przeddzień Wigilii) i zostawi na noc. Wtedy odcedza się ją z warzyw dopiero przed podaniem, a odcedzoną, klarowną zupę ponownie podgrzewa.


sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt :)

Photobucket

Co roku to samo. Wydaje mi się, że jak tylko mam wolne od zajęć na uczelni i pracy, to będę miała tyyyyle czasu, że spokojnie zdążę odwiedzić wszystkie blogi, które szczególnie lubię i które często odwiedzam (nawet, gdy zwykle nie zostawiam tam komentarzy) i życzyć każdemu z osobna udanych Świąt; i jeszcze skrobnąć na swoim blogu jakąś świąteczną notkę.
A tymczasem wir przedświątecznych przygotowań pochłania mnie bez reszty. Ledwo wyrabiam się z najważniejszymi punktami założonego planu działania ;)
Na dodatek moja mama, która zaprosiła do nas na Wigilię naszą dalszą rodzinę, z którą nie utrzymujemy zbyt zażyłych kontaktów (dla mnie są to praktycznie obcy ludzie) jest zestresowana dwa razy bardziej niż zwykle, a jej natura perfekcjonistki odzywa się w takich chwilach szczególnie mocno.
Pewnie wielu z Was też to zna...
A tak ważne jest, żeby podczas Świąt nie zapomnieć o... Bożym Narodzeniu. Brzmi jak oczywistość, ale w praktyce różnie to bywa, prawda?
Bez wymiaru duchowego Święta nie mają sensu. Pyszne potrawy są tylko jednym z detali. Tak jak choinka i prezenty.

Dlatego z tej okazji życzę wszystkim Wam, którzy odwiedzają to miejsce regularnie, którzy wpadają tylko od czasu do czasu jak i tym, którzy napatoczyli się tu tylko przez przypadek – radosnych, ciepłych i udanych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych pokoju w sercu i miłości.

:)

Na koniec mój ulubiony kawałek kojarzący się ze Świętami. Żadne tam „Last Christmas” ale radosny, nieco podniosły utwór przywodzący mi na myśl zimę, śnieg i magiczny świąteczny czas. Sigur Rós i ich „Olsen Olsen”:


piątek, 23 grudnia 2011

Popękane ciasteczka czekoladowe

Postanowiłam, że oprócz stałej pozycji, jaką są kruche ciasteczka z dżemem, co roku będę piekła też jakieś nowe. Dwa lata temu były to cranberry noel, rok temu ciasteczka mleczne, a w tym – chocolate crinkles, czyli popękane ciasteczka czekoladowe z przepisu Bajaderki.
Od dawna miałam na nie ochotę. Wyglądają tak fajnie :) I w końcu mogłam przekonać się, że są również przepyszne: słodkie, mocno czekoladowe i delikatnie miękkie w środku. Kto jeszcze nie robił, temu gorąco polecam :)

Photobucket

POPĘKANE CIASTECZKA CZEKOLADOWE
225g gorzkiej czekolady (ja dałam 200g),
110g masła,
2/3 szklanki cukru,
3 duże jajka,
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (zastąpiłam kilkoma kroplami aromatu rumowego),
pół łyżeczki proszku do pieczenia,
1 i 2/3 szklanki mąki,
szczypta soli (zapomniałam dodać),
+ cukier puder do obtoczenia

Połamaną na kawałki czekoladę rozpuścić razem z masłem w kąpieli wodnej lub mikrofalówce. Odstawić, by masa nieco przestygła.
Jaja ubić z cukrem na puszystą masę, dodać ekstrakt z wanilii/aromat, masę czekoladową i wymieszać. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i solą, dobrze wymieszać i włożyć do lodówki na minimum 3 godziny lub nawet na całą noc (ja schładzałam całą noc) – ciasto powinno mocno zgęstnieć.
Cukier puder wysypać na talerz. Ze schłodzonej masy odrywać łyżeczką kawałki i formować w dłoniach kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczać je w cukrze pudrze i kłaść na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec w 170 stopniach przez ok. 10 minut. Ciasteczka przy wyjęciu z pieca powinny być jeszcze miękkie, dlatego trzeba odczekać 2-3 minuty i dopiero wtedy kłaść je na kratce do wystudzenia. Zbyt długo pieczone ciastka robią się twarde.


Z podanej ilości składników wychodzi ok. 45 sztuk.


Photobucket

czwartek, 22 grudnia 2011

Zupa migdałowa

Pierwszy raz robiłam tę zupę jakieś 10 lat temu razem z koleżanką na Wigilię klasową. Pamiętam, że bardzo mi smakowała, lecz niestety – słodka mleczna zupa nie znalazła uznania wśród czternastoletnich fanów ciastek, chipsów i coli.
Niedawno postanowiłam przypomnieć sobie jej smak. Wzbogaciłam ją dodatkowo o rodzynki i żurawinę. I muszę przyznać, że smakuje mi jeszcze bardziej niż kiedyś.
W mojej rodzinie nie ma zwyczaju podawania tej zupy we Wigilię. Szkoda. Ale zastanawia mnie, kiedy właściwie powinno się ją podawać? Na końcu, jako deser? Czy może na początku, jako zupę? Ktoś mógłby mnie uświadomić? :)

Photobucket

ZUPA MIGDAŁOWA
(na 4 porcje)
100g migdałów,
1 litr mleka,
120g ryżu,
2 łyżki cukru,
ćwierć laski wanilii,
30g rodzynek,
20g suszonej żurawiny,
1 łyżeczka drobno pokrojonej kandyzowanej skórki pomarańczowej,
2-3 łyżki płatków migdałowych,

Migdały zalać wrzątkiem w rondelku, po 10 minutach odcedzić i obrać ze skórek i zmielić w młynku. Mleko zagotować z dodatkiem cukru, rozkrojonej laski wanilii i migdałów. Przykryć i odstawić na 15 minut, po czym wyjąć wanilię.
Ryż ugotować wg przepisu na opakowaniu, odcedzić, dodać do zupy razem z rodzynkami, żurawiną i skórką pomarańczową. Gotować jeszcze 5 minut.
Płatki migdałów uprażyć na suchej patelni na złocisty kolor i posypać nimi każdą porcję zupy.

(na bazie przepisu z książeczki „Smakołyki z mleka, sera i jaj” z moimi modyfikacjami).

środa, 21 grudnia 2011

Kruche ciasto z makiem i powidłami

Dziś ostatnie zajęcia na uczelni przed świętami. Potem wracam szybko do domu – jeszcze tyle do zrobienia! A ja tak lubię tę przedświąteczną krzątaninę :) Ubieranie choinki, dekorowanie domu, a nade wszystko pieczenie :)
Jak zawsze mam sto tysięcy pomysłów na bożonarodzeniowe wypieki i jak zawsze pewnie uda się wcielić w życie zaledwie procent z nich ;)
A niedawno piekłam kruche ciasto z makiem. Z dodatkiem powideł śliwkowych i orzechów. Łatwe i proste. I bardzo smaczne :) Śmiało może zastąpić makowiec na świątecznym stole, jeśli ktoś ma ochotę na odmianę. Można takie ciasto piec w prostokątnej blaszce – wówczas trzeba odpowiednio zwiększyć ilość składników.

Photobucket

KRUCHE CIASTO Z MAKIEM I POWIDŁAMI
300g mąki,
150g masła,
50g cukru pudru,
2 żółtka,
2 łyżki śmietany,
pół łyżeczki proszku do pieczenia,
2-3 łyżki powideł śliwkowych,
1 garść grubo posiekanych orzechów lub migdałów bez skórek,
2 łyżki rumu,
2/3 puszki masy makowej,
+ 1 białko do posmarowania ciasta

Masło drobno posiekać na stolnicy razem z mąką i cukrem, aż powstanie kruszonka. Dodać proszek do pieczenia i śmietanę, wbić jajko i szybko zagnieść ciasto. Uformować kulę, owinąć w folię i schłodzić przez godzinę w lodówce.
Po tym czasie wyjąć ciasto, odłożyć ¼ i włożyć z powrotem do lodówki, a resztę rozwałkować i wyłożyć nim dno i boki tortownicy o średnicy 24cm (spód tortownicy wyścielić wcześniej odpowiednio dociętym kawałkiem papieru do pieczenia). Spód ciasta ponakłuwać dość gęsto widelcem. Ciasto zapiec w 200 stopniach przez 15 minut.
Masę makową wymieszać z orzechami i rumem.
Ciasto wyjąć z piekarnika, na spodzie rozsmarować powidła, następnie wyłożyć masę makową i wyrównać powierzchnię.
Pozostałe ¼ ciasta rozwałkować, wyciąć paski i ułożyć na cieście kratkę. Za pomocą pędzelka posmarować ją białkiem.
Piec przez 35-40 minut w 180 stopniach, aż kratka na cieście ładnie się zarumieni.


(na bazie przepisu od szozdy)

czwartek, 15 grudnia 2011

Kurczak z papryką i chili

Wielka podróż ”Z widelcem po Azji” prowadzona przez Irenę i Andrzeja powoli dobiega końca. W trakcie całego roku podzieliłam się tutaj sporą ilością wypróbowanych przeze mnie azjatyckich potraw, głównie wywodzących się z Chin, Tajlandii oraz Indii.
Poza tym pierwszy raz robiłam sushi :) i tak nam się to z M. spodobało, że raz na jakiś czas robimy sobie domowy wieczór sushi.
Na koniec prezentuję chińskiego kurczaka z papryką i chili. Kawałki kurczaka obtoczone są w cieście, dzięki czemu mięso pozostaje delikatne i soczyste i idealnie pasuje do lekko chrupiącej papryki.

A teraz pewnie na jakiś czas odpocznę sobie od azjatyckich smaków. Zbliżają się Święta, pora pokosztować trochę tradycji ;)

Photobucket

KURCZAK Z PAPRYKĄ I CHILI
(na 4 porcje)
2 filety z piersi kurczaka,
szczypta soli,
1 białko,
2 łyżki mąki kukurydzianej,
4 łyżki oleju,
2 ząbki czosnku,
1 łyżeczka świeżo startego imbiru,
1 czerwona papryka,
1 zielona papryka,
2 małe czerwone papryczki chili (można dać mniej – wg uznania),
2 łyżki jasnego sosu sojowego,
1 łyżka wytrawnego sherry,
1 łyżka octu winnego

Kurczaka pokroić w kostkę i wrzucić do miski. Dodać sól, białko, mąkę kukurydzianą i 1 łyżkę oleju. Dobrze wymieszać.
Rozgrzać pozostały olej w ogrzanym woku, wrzucić czosnek i imbir i smażyć, mieszając, przez 30 sekund. Dorzucić kawałki kurczaka i smażyć, mieszając, przez 2-3 minuty na brązowy kolor.
Papryki oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić w kostkę. Papryczki chili drobno posiekać (bez pestek). Papryki, papryczki chili, sos sojowy, sherry i ocet dodać do mięsa i smażyć kolejne 2-3 minuty, aż kurczak będzie gotowy. Przełożyć na półmisek i od razu podawać.

Ja podałam do tego dania ryż i gotowane brokuły :)


środa, 14 grudnia 2011

Paratas nadziewane ziemniakami

Paratas, nazywane też parathas, to indyjskie placki, które obok chapati i naan stanowią rodzaj pieczywa podawanego do mięsa lub warzyw.
Przepisów na paratas jest dużo i niektóre znacznie się od siebie różnią. Ja wypróbowałam paratas nadziewane farszem ziemniaczanym. Skład ciasta przypomina nieco ciasto kruche i byłam ciekawa, jak będzie ono smakować smażone na patelni. No i okazało się, że bardzo dobrze :) Placki są pyszne i sycące :)
Przepis zaczerpnęłam z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia indyjska”.

Photobucket

PARATAS NADZIEWANE ZIEMNIAKAMI
(na 4 porcje)
ciasto:
225g mąki pszennej razowej,
szczypta soli,
200ml wody,
100g klarowanego masła (ghee) + 2 łyżki klarowanego masła do smażenia

nadzienie:
3 średnie ziemniaki,
½ łyżeczki kurkumy,
1 łyżeczka przyprawy garam masala,
1 łyżeczka świeżo startego imbiru,
1 łyżka listków kolendry,
3 zielone chili (dałam kawałek zielonej papryczki jalapeno),
szczypta soli


Nadzienie: Ziemniaki obrać, włożyć do rondla z wodą i ugotować do miękkości. Odcedzić i ugnieść tłuczkiem. Dodać pozostałe składniki nadzienia i dokładnie wymieszać.

Ciasto: Mąkę wysypać na stolnicę, dodać sól i tłuszcz, wszystko razem posiekać na kruszonkę. Stopniowo dolewając wodę, zagnieść ciasto. Podzielić je na 8 równych porcji. Z każdego kawałka ciasta uformować kulę i podsypując mąką, rozwałkować na cienkie placki o równej średnicy (ok. 15-18 cm).
Na 4 plackach umieścić ok. 1 łyżki nadzienia ziemniaczanego. Przykryć drugim plackiem, spłaszczyć i dokładnie zlepić brzegi (można dodatkowo ozdobić brzegi, dociskając je widelcem).
Na patelni rozgrzać trochę pozostałego masła i partiami smażyć paratas z obu stron, aż nabiorą złotobrązowej barwy. Zdjąć z patelni i od razu podawać.


Ja do paratas podałam warzywa z patelni: mrożone brokuły, czerwoną i zieloną paprykę pokrojoną w paseczki, marchew pokrojoną w plasterki oraz ogórek pokrojony w ćwierćplasterki wrzuciłam na patelnię z niewielką ilością oleju, dusiłam kilka minut pod przykryciem, następnie zdjęłam przykrywkę i kilka minut odparowywałam na większym ogniu, aż brokuły były odpowiednio miękkie. Doprawiłam solą i pieprzem do smaku.



wtorek, 13 grudnia 2011

Makaron z wieprzowiną po tajsku

Aromat suszonych listków limonki kaffir był dla mnie zaskoczeniem. Na słoiczku producent napisał, że przypomina on zapach bergamotki. Nie znałam tego zapachu, ale moja Mama potwierdza ;) Mnie ten zapach kojarzy się ze świeżymi chipsami ziemniaczanymi domowej roboty, ale przyjemniej ;)
Mimo że do potrawy dałam tylko 2 listki zamiast 4, to w daniu ich aromat i tak był dość mocno wyczuwalny. Dzięki temu zwyczajny – jak by się mogło wydawać – makaron z mięsem nabrał zupełnie wyjątkowego smaku.
Poza tym przy okazji wypróbowałam makaron ryżowy z tapioką Tao Tao, który bardzo przypadł mi do gustu.

Photobucket

MAKARON Z WIEPRZOWINĄ PO TAJSKU
(na 4 porcje)
200g makaronu ryżowego (wstążki),
250g chudej mielonej wieprzowiny,
2-3 łyżki oleju,
1 mała cebula,
1 ząbek czosnku,
2 małe zielone chili (dałam kawałek zielonej papryczki jalapeno),
1 nieduża zielona papryka,
1 pomidor,
4 listki limonki kaffir (dałam 2),
1 łyżka ciemnego sosu sojowego,
1 łyżka jasnego sosu sojowego,
½ łyżeczki cukru,
szczypta pieprzu,
posiekana świeża bazylia do posypania

Makaron ryżowy przygotować wg przepisu na opakowaniu.
Cebulę pokroić w piórka, czosnek i chili (bez pestk) drobno posiekać. Zieloną paprykę oczyścić z gniazda nasiennego i pokroić w paseczki lub kostkę. Pomidor pokroić w cienkie półplasterki.
W woku rozgrzać olej i podsmażyć na nim cebulę, następnie dodać czosnek i chili, wymieszać, dodać wieprzowinę i smażyć kilka minut, aż będzie brązowa. Doprawić pieprzem, dodać paprykę, rozkruszone listki limonki kaffir, sos sojowy i cukier, smażyć jeszcze kilka minut. Dodać pomidora i odcedzony z wody makaron. Dobrze wymieszać, żeby wszystko się połączyło i podgrzało.
Posypać posiekanymi listkami bazylii i podawać na gorąco.


(na podstawie przepisu z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”)


Banany w cieście po tajsku

Wprawdzie już dwa razy podawałam tu przepisy na różne banany w cieście, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zrobić ich w kolejnej wersji, tym razem znalezionej w książeczce „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”. Nic nie poradzę – uwielbiam ten deser ;)

Photobucket

BANANY W CIEŚCIE PO TAJSKU
(na 4 porcje)
9 czubatych łyżek mąki pszennej,
2 czubate łyżki mąki ryżowej,
1 łyżka cukru pudru,
1 jajko,
2/3 szklanki mleka kokosowego,
4 duże banany,
olej do głębokiego smażenia
dodatkowo:
cukier puder i cynamon do posypania

Przesiać mąkę pszenną i ryżową oraz cukier puder do miski, dodać żółtko jaja i mleko kokosowe. Zmiksować na gładkie ciasto.
Białko ubić w osobnej misce na sztywną pianę. Dodać je do ciasta i delikatnie wymieszać łyżką.
Banany przekroić wszerz na 2 części, następnie zanurzyć w cieście i ostrożnie przełożyć do rozgrzanego oleju. Smażyć partiami przez 2-3 minuty na złotobrązowy kolor, przewracając raz na drugą stronę.
Usmażone banany osączyć z tłuszczu na ręcznikach papierowych, posypać cukrem pudrem i cynamonem. Podawać natychmiast.


PS Dodatek mąki ryżowej nie jest tu konieczny, można zastąpić ją 2 dodatkowymi łyżkami mąki pszennej.


Bananowy song

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Kaczka glazurowana miodem

Każdemu, kto lubi mięso z kaczki, z pewnością posmakuje taki obiad. Mało przy nim roboty, a efekt świetny :)

Przepis pochodzi z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska”.

Photobucket

KACZKA GLAZUROWANA MIODEM
(na 4 porcje)
4 niezbyt duże piersi z kaczki,
2 łyżeczki ciemnego sosu sojowego,
3 łyżeczki klarowanego miodu,
1 łyżeczka octu czosnkowego (dałam ocet winny),
3 ząbki czosnku,
1 łyżeczka mielonego anyżu gwiazdkowatego (zastąpiłam przyprawą 5 smaków, w skład której wchodzi anyż),
3 łyżeczki mąki kukurydzianej,
3 łyżeczki wody
dodatkowo do przybrania:
liście selera,
plasterki ogórka,
szczypiorek

Wymieszać sos sojowy, miód, ocet i przeciśnięty przez praskę czosnek. Mąkę kukurydzianą wymieszać z wodą na gładką pastę i dodać do przypraw.
Piersi z kaczki włożyć do miski, dokładnie posmarować marynatą. Przykryć i wstawić do lodówki przynajmniej na 2 godziny lub na całą noc. Po tym czasie wyjąć kaczkę z marynaty i wstawić do piecyka nagrzanego do 220 stopni na 20-25 minut, smarując często glazurą. Następnie włączyć funkcję grilla w piekarniku i przypiec kaczkę przez 3-4 minuty, aż glazura ulegnie karmelizacji.
Upieczoną kaczkę pokroić w cienkie plasterki. Ułożyć na ogrzanym półmisku, można przybrać liśćmi selera, plasterkami ogórka i szczypiorkiem. Od razu podawać.

Do takiej kaczki dobrze będzie pasował ryż i jakaś lekka sałatka :)

niedziela, 11 grudnia 2011

Czekokubki :)

Ten deser chyba każdego potrafi wyciągnąć z listopadowo-grudniowej zamuły ;)
Z zewnątrz przypieczony, w środku płynny. Mega czekoladowy. Po prostu cudowny.
Nigella po raz kolejny dała radę :)


Photobucket

CZEKOKUBKI
(składniki na 4 porcje)
125g masła + trochę na wysmarowanie żaroodpornych foremek,
125g gorzkiej czekolady,
2 jajka,
120g cukru pudru,
3 płaskie łyżki mąki

Masło i połamaną czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (ja rozpuściłam w mikrofalówce). Odstawić, by masa nieco ostygła.
Ramekiny wysmarować pozostałym masłem.
W misce roztrzepać jajka z cukrem pudrem i mąką. Dodać masę czekoladową i wymieszać. Ciasto rozdzielić do foremek.
Piec w temp. 200 stopni przez 15-20 minut. Aby sprawdzić czy są gotowe, najlepiej pomacać je delikatnie łyżeczką – wierzch powinien być upieczony, ale środek bardzo miękki.
Podawać na gorąco.

Jeszcze moja uwaga: czekokubki po rozlaniu masy do foremek można przechowywać w lodówce kilka godzin, maksymalnie do następnego dnia i upiec tuż przed podaniem w dogodnym momencie. Ja zrobiłam tak z częścią czekokubków i jest to b. wygodne jeśli przychodzi do nas ktoś w odwiedziny :) W takim wypadku czekokubki trzeba piec dłużej (ja piekłam chyba z 25 minut).


A poniżej fragment oryginalnego filmu Nigelli:





sobota, 10 grudnia 2011

Pierniczki jak alpejskie

Pierwszy raz piekłam te pierniczki rok temu, tuż przed Świętami. Nie zdążyłam zrobić zdjęć, bo połową obdarowaliśmy rodzinę, a resztę zjadł mój pies podczas naszej nieobecności w domu (naprawdę nie mam pojęcia, jak taki mały pies mógł zjeść takie ilości pierniczków). Zdążyłam wtedy zjeść ledwie kilka sztuk i pamiętam, że mimo uwagi w oryginale, że pierniczki zaraz po upieczeniu są miękkie, później twardnieją i dopiero po ok. 2 tygodniach znów miękną, moje były mięciutkie cały czas i świetnie sprawdziły się jako wypiek „na ostatnią chwilę” :)
W tym roku upiekłam je już teraz z zamiarem sprawdzenia, jakie będą po tych przepisowych 2 tygodniach. Niestety obawiam się czy cokolwiek się ostanie do tego czasu. Mój błąd, że zrobiłam je tylko z połowy porcji i mimo że wyszło mi z 80 sztuk, to większość już się gdzieś „rozpłynęła” ;) Ale to chyba dobrze świadczy o ich smaku ;)
Przepis pochodzi z blogu dorotus76 i dodaję go do tegorocznego V Festiwalu Pierniczków prowadzonego przez Majankę :)

Photobucket

PIERNICZKI JAK ALPEJSKIE
1 kg mąki,
3 łyżki kakao,
200ml gęstej, kwaśnej śmietany,
3 łyżeczki sody,
400g miodu,
4 łyżeczki przyprawy do piernika (wg mnie można dać więcej),
250g masła lub margaryny,
3 białka,
8 żółtek,
1,5 szklanki cukru (można dać mniej)

Dzień przed pieczeniem:
Mąkę i kakao wymieszać w misce. Śmietanę wymieszać z sodą w garnuszku i odstawić – powinna zwiększyć swoją objętość. Miód zagotować z przyprawami, zdjąć z ognia, dodać tłuszcz pokrojony na mniejsze kawałki i poczekać, aż się rozpuści i nieco ostygnie.
Białka ubić na sztywną pianę, następnie cały czas ubijając, dodawać po trochę cukru i żółtek. Następnie przesiewając porcjami mąkę z kakao, mieszać łyżką do połączenia składników. Wlać miód i dalej wymieszać. Na koniec dodać śmietanę z sodą. Ciasto będzie dość rzadkie. odstawić je przykryte w chłodne miejsce (najlepiej do lodówki) – w ciągu 24 godzin zgęstnieje.

W dniu pieczenia:
Porcje ciasta rozwałkować na stolnicy, mocno podsypując mąką (ciasto jest dość kleiste), na grubość 3-4 mm (niezbyt cienko, bo najsmaczniejsze są te grubsze pierniczki). Foremkami wykroić pierniczki.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, pierniczki ułożyć w pewnej odległości od siebie.
Piec w temp. 180 stopni przez 7-12 minut, w zależności od grubości i wielkości. Studzić na kratce. Gotowe pierniczki można polukrować lub dowolnie ozdobić. Można też przed pieczeniem posmarować je lekko roztrzepanym białkiem, wówczas będą miały ładną, błyszczącą powierzchnię (ja tak zrobiłam).


piątek, 9 grudnia 2011

Tort czekoladowo-bananowy

Ten torcik wykonałam na swoje imieniny, które wprawdzie były już równiutkie 2 tygodnie temu, ale dopiero teraz znalazłam czas, by się nim pochwalić ;)
Tort wykonałam z przepisu z Kwestii Smaku w wersji bananowej, zmodyfikowanej przez LenęMS.
Zależało mi, by tort nie był przełożony tłustą, ciężką, maślaną masą. Delikatny mus czekoladowy na bazie śmietanki i mascarpone okazał się idealny. Połączenie bananów i czekolady okazało się świetnym pomysłem, a dzięki kwaskowatemu dżemowi, torcik nie był mdły i smakował wszystkim, bez wyjątku.
Dla mnie po prostu rewelacja – tort spełnił moje oczekiwania w 100% :)

Ja piekłam go w tortownicy o śr. 24 cm, dlatego zwiększyłam ilość składników na biszkopt w stosunku do oryginalnego przepisu. Mus nakładałam cienkimi warstwami, ale jeśli ktoś woli grubsze, to wówczas ilość składników na masę również należy zwiększyć :)

Photobucket

TORT CZEKOLADOWO-BANANOWY
biszkopt:
5 jajek,
250g cukru pudru,
85g mąki pszennej,
85g mąki ziemniaczanej,
2,5 pełnych łyżek kakao,
szczypta soli

mus czekoladowy:
250g serka mascarpone.
350ml śmietanki kremówki,
100g gorzkiej czekolady,
½ szklanki cukru pudru

dodatkowo:
ok. ¾ szklanki soku bananowego,
2 banany,
ok. ½ słoika kwaskowatego dżemu (np. z czarnej porzeczki),
6-8 szt. drobno pokruszonych herbatników lub ciastek owsianych

Biszkopt: Mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną i kakao wymieszać razem w misce. Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć z połową cukru pudru na jasną, puszystą masę. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Nadal ubijając, dodawać resztę cukru pudru, aż piana będzie lśniąca. Dodać masę żółtkową i delikatnie wmieszać łyżką do białek. Następnie przesiewać po trochę mąki z kakao, delikatnie mieszając łyżką, aż składniki ciasta się połączą.
Dno tortownicy o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać ciasto, wyrównać powierzchnię.
Piec 35-40 minut w 180 stopniach, sprawdzając patyczkiem czy ciasto jest już upieczone (powinien być suchy).
Upieczony biszkopt zostawić w formie do wystygnięcia.

Mus: Czekoladę połamać na kawałki, roztopić w kąpieli wodnej (ja rozpuściłam w mikrofalówce) i jeszcze ciepłą, ale nie gorącą, wymieszać z serkiem mascarpone.
Mocno schłodzoną śmietankę ubić na bardzo sztywną pianę, pod koniec dodając cukier puder. Wymieszać ją bardzo delikatnie z czekoladowym serkiem. Do czasu przełożenia ciasta, masę trzymać w lodówce.

Ostudzone ciasto z tortownicy i szerokim nożem przekroić na 3 lub 4 poziome blaty (ja przekroiłam na 4).
Dolny blat skropić 3-4 łyżkami soku bananowego, posmarować cienką warstwą dżemu porzeczkowego, obłożyć cienkimi plasterkami banana i wyłożyć2-3 łyżki musu czekoladowego. Mus równomiernie rozprowadzić, przykryć kolejnym blatem i powtórzyć wszystkie czynności; tak samo z trzecim blatem (ja dałam banany tylko na pierwszy i trzeci blat ciasta, ale można dać również na drugi ;).
Położyć na wierzchu ostatni krążek, skropić sokiem bananowym i wyłożyć pozostały mus, zostawiając 3 duże łyżki na boki.
Posmarowane musem boki tortu obłożyć pokruszonymi ciasteczkami.
Wierzch tortu można udekorować np. krokantem albo ażurkami z czekolady. Wstawić do lodówki, najlepiej na całą noc. Tort najsmaczniejszy jest na drugi dzień.


środa, 7 grudnia 2011

Indyjski ryż z owocami i orzechami

W zeszłym tygodniu podawałam przepis na indyjskiego kurczaka w maśle i zupełnie zapomniałam dodać, że podałam go z takim pysznym ryżem :) Jest tu wszystko: owoce, orzechy, a także warzywa, no i oczywiście charakterystyczne dla tej kuchni przyprawy. I pomimo swojej nazwy, nie jest słodkim w smaku deserem. Chociaż na początku ten miks składników wygląda na zupełnie szalony i przypadkowy, to jednak razem smakuje świetnie :)

Z podanych niżej proporcji wychodzą 4 nieduże porcje - takie akuratne jako dodatek do obiadu. Jeśli ryż ma stanowić samodzielne danie, trzeba zwiększyć ilość składników co najmniej 2 razy ;)

Photobucket

INDYJSKI RYŻ Z OWOCAMI I ORZECHAMI
(na 4 małe porcje)
100g brązowego ryżu,
1,5 łyżki klarowanego masła lub oleju,
½ niezbyt dużej cebuli,
1 ząbek czosnku,
1 łyżeczka świeżo startego imbiru,
1/3 łyżeczki chili w proszku,
1/3 łyżeczki nasion kminku (dałam mielony),
1/3 łyżki przyprawy curry,
300ml bulionu warzywnego,
120g pomidorów z puszki,
60g suszonych moreli,
1/3 czerwonej papryki,
30g mrożonego groszku,
1 mały, niezbyt dojrzały banan,
30g wymieszanych różnych orzechów (np. pistacji, migdałów, orzechów ziemnych) uprażonych na suchej patelni,
sól i pieprz

W rondlu o grubym dnie rozgrzać tłuszcz i podsmażyć na nim posiekaną cebulę. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, starty imbir, chili w proszku, kminek, curry i ryż. Smażyć jeszcze 2 minuty, mieszając, aby ryż połączył się dokładnie z przyprawami. Wlać gorący bulion warzywny, wymieszać. Dodać pomidory z puszki i doprawić solą i pieprzem. Zagotować, zmniejszyć ogień i dusić przez 40 minut pod przykryciem, aż ryż będzie miękki, a większość bulionu wchłonięta.
Do ryżu dodać pokrojone w paseczki brzoskwinie, pokrojoną w kostkę paprykę oraz groszek. Przykryć i gotować jeszcze przez 10 minut. Zdjąć z ognia i odstawić na 5 minut, nie zdejmując pokrywki, po czym dokładnie wymieszać.
Obrać banan i pokroić go w plasterki. Dodać go do ryżu wraz z orzechami i ponownie wymieszać.
Podawać na gorąco.



(przepis z książeczki "Z kuchennej półeczki. Kuchnia indyjska")



Bananowy song

wtorek, 6 grudnia 2011

Pierożki z kaczką na parze

Nie ma to jak po 10 godzinach robienia prezentacji na seminarium, rozłożyć kanapę o 4 nad ranem celem przespania się 2 godziny i znaleźć w środku worek cukierasów od Mikołaja :)))

Bo drobne rzeczy cieszą najbardziej.

***
A pierożki to trochę z innej beczki. Ale też smaczne :) Nawet bardzo. Pod warstwą mięciutkiego ciasta kryje się słodko-pikantne nadzienie z mięsem z kaczki.
Pierożków wychodzi w sumie 16, po 4 na porcję, ale są dość sycące. Podałam do nich sos sojowo-miodowy, który niedawno mnie zachwycił ;)

Photobucket

PIEROŻKI Z KACZKĄ NA PARZE

(na 4 porcje)
300g mąki,
15g suszonych drożdży (wg mnie wystarczy 10g),
1 łyżeczka cukru,
2 łyżki ciepłej wody,
175ml ciepłego mleka
nadzienie:
300g piersi z kaczki,
1 łyżka jasnego brązowego cukru,
1 łyżka jasnego sosu sojowego,
2 łyżki klarownego miodu,
1 łyżka sosu hoisin,
1 łyżka oleju roślinnego,
1 mały por (biała część),
1 ząbek czosnku,
1 łyżeczka świeżo startego imbiru

Nadzienie: Przygotować marynatę z brązowego cukru, miodu, sosu sojowego i sosu hoisin. Pierś z kaczki umieścić w misce, zalać marynatą i zostawić na 20 minut. Następnie wyjąć mięso z marynaty, ułożyć w naczyniu żaroodpornym skórką do góry i piec w 200 stopniach przez 35-40 minut. Następnie przestudzić i pokroić w drobną kostkę.
W woku rozgrzać olej i przez 2-3 minuty usmażyć na oleju drobno posiekany por, czosnek i imbir. Wymieszać z mięsem.

Ciasto: Mąkę przesiać do miski. W garnuszku wymieszać drożdże, cukier i wodę i zostawić w ciepłym miejscu na 15 minut. Lekko podrośnięty rozczyn dodać do mąki razem z ciepłym mlekiem i wymieszać i wyrobić ciasto przez ok. 5 minut. Na podsypanej mąką stolnicy uformować z ciasta długi wałek o średnicy mniej więcej 2,5 cm. Pokroić na 16 kawałków, wszystkie przykryć ściereczką i odstawić na 20-25 minut, aby wyrosły.
Po tym czasie kawałki ciasta rozwałkować na 10 cm okrągłe placuszki. Na środek każdego z nich nałożyć trochę nadzienia, zawinąć brzegi do góry tworząc sakiewkę i skręcić je razem, żeby się dobrze zlepiły.
Ułożyć pierożki na czystej ściereczce (użyłam gazy) wyłożonej na wkładce do gotowania na parze. Przykryć i gotować na parze przez 20 minut.
Podawać na ciepło, od razu po przygotowaniu.

Photobucket

(przepis z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska”)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Frytki po chińsku ;)

Hm, z pewnością nie jest to tradycyjna potrawa chińska, bo i ile Chińczycy wynaleźli makaron, to frytki już na pewno nie ;)
Niemniej Chińczycy trochę przerobili przepis na tę znaną na całym świecie przekąskę i muszę przyznać, że wyszło im to super. Frytki mają lepszy smak dzięki temu, że na oleju smażymy wcześniej chili, czosnek i cebulkę – warzywa oddają mu część swojego aromatu, który później przechodzi na cieniutkie frytki.
Frytki posypuje się chili w proszku, ale można użyć też innej przyprawy, np. curry. Dodatkowo podaje się do nich sos chili – ja wolę ten słodki. I pyszna przekąska gotowa :)

Photobucket

FRYTKI PO CHIŃSKU
(na 4 porcje)
650g średniej wielkości ziemniaków,
80ml (8 łyżek) oleju roślinnego,
1 świeża czerwona papryczka chili,
1 mała cebula,
2 ząbki czosnku,
2 łyżki sosu sojowego,
szczypta soli,
1 łyżeczka octu winnego,
1 łyżeczka soli morskiej (gruboziarnistej),
szczypta przyprawy chili

Ziemniaki obrać i pokroić wzdłuż na cienkie plasterki, które następnie pokroić w cienkie paseczki. Zalać ziemniaki wrzątkiem, odstawić na 2 minuty, odcedzić, opłukać w zimnej wodzie i jeszcze raz odcedzić. Wysuszyć ziemniaki ręcznikiem papierowym.
Papryczkę chili (bez pestek) i obrane ząbki czosnku przekroić na pół, a obraną cebulę na ćwiartki.
W ogrzanym woku rozgrzać olej do bardzo wysokiej temperatury. Wrzucić chili, czosnek i cebulę i smażyć, mieszając, ok. 30 sekund. Usunąć łyżką cedzakową wszystkie warzywa z woka. Wrzucić na olej paseczki ziemniaków i smażyć 3-4 minuty na złocisty kolor (najlepiej robić to partiami). Dodać sos sojowy, sól i ocet, zmniejszyć płomień i smażyć jeszcze przez minutę, aż ziemniaki będą chrupiące.
Wyjąć ziemniaki łyżką cedzakową i ułożyć na ręcznikach papierowych, aby wchłonęły nadmiar tłuszczu.
Przełożyć frytki na półmisek, posypać solą morską i przyprawą chili.


(przepis z książeczki "Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska")


niedziela, 4 grudnia 2011

Makaron z wieprzowiną i orzeszkami

Zużyłam kolejny słoik masła orzechowego. Chociaż wciąż nie mogę się przekonać do jedzenia go na słodko, to we wszelkich potrawach mięsnych lub warzywnych spisuje się doskonale :)
Tym razem dodałam masło orzechowe do makaronu z wieprzowiną. Jest to przepis kuchni chińskiej. Mimo dość długiej listy składników, jest całkiem łatwy do przygotowania. I bardzo smaczny :)

Photobucket

MAKARON Z WIEPRZOWINĄ I ORZESZKAMI
(na 4 porcje)
350g mielonej wieprzowiny,
1 łyżka jasnego sosu sojowego,
1 łyżka wytrawnego sherry,
400g makaronu wstążki,
2 łyżeczki oleju sezamowego,
2 łyżki oleju roślinnego,
2 ząbki czosnku,
2 łyżeczki świeżo startego imbiru,
2 świeże czerwone chili,
1 duża czerwona papryka,
25g niesolonych orzeszków ziemnych,
3 łyżki masła orzechowego,
3 łyżki ciemnego sosu sojowego,
odrobina oleju chili (pominęłam),
300ml bulionu (użyłam bulionu drobiowego)

W misce wymieszać wieprzowinę, jasny sos sojowy i sherry. Wymieszać i odstawić na 30 minut.
W tym czasie ugotować makaron wg przepisu na opakowaniu. Odcedzić, przelać zimną wodą i wymieszać z olejem sezamowym.
W woku rozgrzać olej roślinny. Wrzucić czosnek przeciśnięty przez praskę, posiekane papryczki chili (bez pestek) i pokrojoną w paski czerwoną paprykę. Smażyć, mieszając, 30 sekund. Następnie dodać mięso i smażyć jeszcze przez minutę, aż mięso zdąży się podsmażyć. Dodać orzeszki ziemne, masło orzechowe, ciemny sos sojowy, olej chili i bulion. Gotować przez 203 minuty. Wymieszać potrawę z makaronem i od razu podawać.

(przepis z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska”)


Masło orzechowe - na słodko i wytrawnie.

sobota, 3 grudnia 2011

Warzywa w orzechowym sosie

Nareszcie udało mi się kupić kapustę pak choi :) Głowiłam się, gdzie mogłabym ją nabyć, a tymczasem zupełnie przypadkiem okazało się, że sprzedają ją całkiem blisko (w Auchan, jakby ktoś pytał;).
Kapusta pak choi ma dość zabawny wygląd (aż się prosi, aby namalować jej buźkę), a w smaku przypomina kapustę pekińską.
Razem z innymi warzywami usmażyłam ją z sosem orzechowym. Może na zdjęciu nie wygląda to jakoś super, ale był to naprawdę smaczny dodatek do mięsa :)

Photobucket

WARZYWA W ORZECHOWYM SOSIE
(na 4 porcje)
2 marchewki,

1 mała główka kalafiora (może być mrożony),
2 małe główki kapusty pak choi,
150g fasolki szparagowej (może być mrożona),
2 łyżki oleju roślinnego,
1 ząbek czosnku,
6 młodych cebulek (tylko zielone części),
1 łyżeczka pasty chili (dałam szczyptę chili w proszku),
2 łyżki sosu sojowego (dałam jasny sos sojowy),
2 łyżki wina ryżowego (zastąpiłam białym wytrawnym winem),
2 łyżki masła orzechowego,
3 łyżki mleka kokosowego

Marchewkę obrać i pokroić w sos na cienkie plasterki. Kalafior podzielić na niewielkie różyczki. Kapustę pak choi pokroić w grube plastry, a fasolkę szparagową w 3-4 cm kawałki.
Marchewkę, kalafior i fasolkę obgotować w wodzie tak aby były jeszcze chrupiące (trzeba pamiętać, że mrożony kalafior i fasolka gotują się szybciej niż świeże i wówczas, tak jak i marchewce, wystarczy tylko kilka minut gotowania).
W woku rozgrzać olej i smażyć przez 1 minutę pokrojone cebulki oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodać pastę chili i smażyć jeszcze parę sekund. Dodać marchewkę, kalafior, fasolkę i kapustę pak choi i smażyć, mieszając jeszcze ok. 4 minuty. Dodać sos sojowy i wino ryżowe.
Masło orzechowe wymieszać z mlekiem kokosowym i wlać do woka, następnie gotować na małym ogniu jeszcze minutę, cały czas mieszając, aby warzywa pokryły się sosem.
Podawać od razu p przyrządzeniu.


(przepis pochodzi z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”)



Masło orzechowe - na słodko i wytrawnie.

piątek, 2 grudnia 2011

Christmas cake - ostatni dzwonek!

Christmas cake to obok słynnego świątecznego puddingu, najbardziej znana angielska potrawa kojarzona z Bożym Narodzeniem. Chociaż bazę tego ciasta stanowią zawsze bakalie, przyprawy i alkohol, to wersji tego świątecznego ciasta jest bardzo dużo.
Ja wykonałam je według tradycyjnego przepisu Isabelli Beeton, która notabene jest takim angielskim odpowiednikiem naszej Lucyny Ćwierczakiewiczowej ;)
W cieście tym zaintrygowała mnie ogromna ilość bakalii, dużo większa niż w naszym polskim keksie, a także to, że ciasto piecze się na kilka tygodni przed zjedzeniem, aby miało czas dojrzeć. Trochę tak, jak piernik, który z czasem staje się coraz lepszy.
Przyznam, że jestem ogromnie ciekawa, jak bardzo to ciasto będzie mi smakowało :) Jest ciężkie, niewiele rośnie (nie zawiera proszku do pieczenia) i cudownie pachnie :) Jak tu wytrzymać jeszcze prawie 4 tygodnie?

Przepis znalazłam w magazynie „Kuchnia” (12/2010).

Photobucket

MRS BEETON’S CHRISTMAS CAKE
200g miękkiego masła,
200g cukru,
200g mąki,
2 łyżeczki przyprawy korzennej,
6 jajek,
szczypta soli,
4 łyżki brandy,
50g kandyzowanego imbiru,
50g orzechów włoskich,
80g kandyzowanej skórki cytrusowej (pomarańczowej + cytrynowej),
100g kandyzowanych wiśni,
200g rodzynek,
200g suszonej czarnej porzeczki (zastąpiłam suszoną żurawiną)

Masło utrzeć z cukrem na jasną, puszystą masę. Cały czas ucierając, dodawać po jednym jajku i po jednej łyżce brandy.
Orzechy i wiśnie posiekać, wymieszać z pozostałymi bakaliami.
Mąkę przesiać wraz z przyprawą do piernika, wymieszać z bakaliami. Wsypać do ciasta, wymieszać dokładnie łyżką.
Okrągłą tortownicę o średnicy 20cm (może być też trochę szersza; ja zamiast tortownicy użyłam podłużnej foremki o wymiarach 10 x 40 cm) podwójnie wyścielić papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto i piec w 160 stopniach przez 45 minut. Zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec dalej przez godzinę. Znów odrobinę zmniejszyć temperaturę do 145 stopni i piec jeszcze 45 minut (maksymalnie godzinę). W sumie ciasto powinno się piec jakieś 2,5 godziny (ale ja, ze względu na wąski kształt foremki, piekłam krócej – odpowiednio 30, 60 i 30 minut, czyli 2 godziny). Upieczone ciasto zostawić w formie do wystygnięcia. Potem owinąć ciasto folią aluminiową i zostawić na minimum 3-4 tygodnie.
Można co jakiś czas „karmić” ciasto, robiąc w nim małe dziurki i wlewając powoli odrobinę brandy (ja "karmiłam" 1 raz na tydzień) :)


Hmm... ciekawe jak w połowie XIX wieku Isabella Beeton radziła sobie z tak precyzyjnym regulowaniem temperatury pieczenia? :P Chyba jednak ten przepis nie jest tak bardzo tradycyjny... ;)


Dopisane 27.12.2011:
Ciasto jest przepyszne, wilgotne i ciężkie od bakalii. Ma wyczuwalny smak brandy i jest bardzo aromatyczne. Przyznam szczerze, że smakuje mi o wiele bardziej niż tradycyjny keks.
Za rok będzie powtórka :)


Photobucket


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...